W 1985 roku rejsowym samolotem przyleciał do Polski Seweryn Blumstein. Jaruzelski z Kiszczakiem go nie wpuścili i odesłali z powrotem do Francji. Pomijając kwestię czy był to cyrk (władza dokonywała właśnie konwersji swego stosunku do opozycji wywodzącej się ze środowiska rewizjonistów komunistycznych) karę banicji zaaprobował swoim nieprzemijający drogowskaz moralny Daniel Passent. Dodam, że takimi ścieżkami nie chadzałem to i nie mój drogowskaz.
Zatem... jakby tak pana radzieckiego generała Wojciecha Witoldowicza Jaruzelskiego zawrócić do Moskwy po jego majowej ekskursji. Można poprosić drogowskaza Passenta żeby to ładnie uzasadnił. No, nie żeby dożywotnio na banicję. Co najmniej trzy lata. Niech tym czasie pisze podania o zezwolenie na pobyt do ambasady.
Z jeszcze innej strony wygląda to tak. Pan Jaruzelski otrzymał od moskiewskich braci między innymi:
- Order Lenina (ZSRR) – 1968 i 1983
- Order Rewolucji Październikowej (ZSRR) – 1973
- Order Czerwonego Sztandaru (ZSRR) – 1978
- Medal za Zdobycie Berlina (ZSRR)
- Medal "100-lecia urodzin Lenina" (ZSRR) – 1970
- Medal za Zwycięstwo nad Niemcami w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej 1941-1945 (ZSRR)
- Medal 20-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945 (ZSRR) – 1972
- Odznaka 25-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945 (ZSRR) – 1970
- Medal 30-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945 (ZSRR) – 1975
- Medal 40-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945 (ZSRR) – 1985
- Medal "50 lat Radzieckich Sił Zbrojnych" (ZSRR) – 1968
- Medal "60 lat Radzieckich Sił Zbrojnych" (ZSRR) – 1978
- Medal "70 lat Radzieckich Sił Zbrojnych" (ZSRR) – 1988
- Medal Żukowa (Rosja) – 1996
- Medal 50-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945 (Rosja) – 1995
- Medal 60-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945 (Rosja) – 2005
* Dziwi mnie klasyfikacja tych odznaczeń na stronie Wikipedii. Są w podrozdziale odznaczenia zagraniczne. Polskie nie są, ale żeby zaraz zagraniczne.
wtorek, 30 marca 2010
czwartek, 25 marca 2010
Nie róbcie z siebie DURNIA!!!
>>> Dudek ! Nie robcie z siebie DURNIA!!!
wrzasnął z gracją pewien bloger, na pewnej platformie, która zawiera umowy o świadczenie usług drogą elektoniczną z blogerami i komentatorami.
Z grubsza i z cieńsza chodzi mu o to, że:
Spieszę poinformować wszystkich tego typu krzykaczy, że bardzo żałuję, że tego typu deklaracja nie znajdowała się we wstępniaku do pierwszego numeru Gazety Wyborczej. Warto było od samego początku tak się zadeklarować. Pierwsi właściciele gazety powinni chyba czytelników o tym poinformować, a nie pakować sobie na winietę hasło "Nie ma wolności bez Solidarności". Czyjej? Panów Wajdy, Paszyńskiego i Bujaka? Teraz już wiem, że chodziło o solidarność z Jaruzelskim, Kiszczakiem, Cimoszewiczem i Kwaśniewskim. W 1989 r. nikt o tym nie wiedział. A szkoda.
wrzasnął z gracją pewien bloger, na pewnej platformie, która zawiera umowy o świadczenie usług drogą elektoniczną z blogerami i komentatorami.
Z grubsza i z cieńsza chodzi mu o to, że:
Prof. dr hab. Dudku!!!!Tak się wypyszczył cwaniaczek z miodem w uszach.
Spieszę Szanownego Pana poinformowac, ze GW jest PRYWATNA FIRMA, a jej linia programowa, polityczna czy publicystyczna jest prywatna sprawa jej WLASCICIELI. Nie musi Pan jej czytac, ani tym bardziej FINANSOWAC. GW ma prawo byc tak stronnicza ja tylko sie jej podoba.
Spieszę poinformować wszystkich tego typu krzykaczy, że bardzo żałuję, że tego typu deklaracja nie znajdowała się we wstępniaku do pierwszego numeru Gazety Wyborczej. Warto było od samego początku tak się zadeklarować. Pierwsi właściciele gazety powinni chyba czytelników o tym poinformować, a nie pakować sobie na winietę hasło "Nie ma wolności bez Solidarności". Czyjej? Panów Wajdy, Paszyńskiego i Bujaka? Teraz już wiem, że chodziło o solidarność z Jaruzelskim, Kiszczakiem, Cimoszewiczem i Kwaśniewskim. W 1989 r. nikt o tym nie wiedział. A szkoda.
sobota, 20 marca 2010
"Z dziejów honoru w Polsce" cz. II - źródła, czyli dług honorowy
Tak przypominam sobie, iż już przed wejściem do budynku przy ul. Klonowej zauważyłem iż M.F.R. ma przy sobie wypchaną torbę reklamową o standartowych rozmiarach używanych w Polsce. Zdziwiło mnie, że posiada przy sobie tego typu torbę, gdyż na przyjęcia nie przychodzi się zazwyczaj z tego typu torbą.Pamiętam jednak, że gdy opuszczaliśmy przyjęcie jeszcze w pomieszczeniach szatni zapytałem go czy nie zapomniał zabrać ze sobąś tej torby z którą przyszedł na przyjęcie. Odparł nie potrafię przytoczyć dokładnych słów, ale sens tej wypowiedzi był, że "oddał", "uregulował jakiś honorowy dług". Z kontekstu tej wypowiedzi wynikało, iż dług ten oddał Rosjanom.
Leszek M.
niedziela, 14 marca 2010
Ja, jako tępak i hula wiatr na Dworcu Gdańskim
Ja, jako tępak
Ostatnio zupełnie obojętne wydarzenia, uświadomiły mi, że choć polityką się interesuję, zdarza mi się o niej pisać to pewnych rzeczy nie jestem w stanie pojąć. Z tym jest jeszcze pół biedy. Gorzej, że nikt mi nie jest w stanie tego w stanie wytłumaczyć, nawet się tego nie podejmuje. Gdybym rzecz dotyczyła tylko mnie milczałbym w pokorze. Jednak grupka niekumatych jest całkiem pokaźna.
Pamiętam, że niedawno wyczytałem gdzieś podziękowania dla wymienionych jednym tchem Geremka, Kuronia, Wyszkowskiego i Gwiazdy. Nie mogę pojąć dlaczego tak hołubiony jest prof. Geremek. Po prostu cyrku związanego z kultem jego osoby nie rozumiem. Co ja takiemu Geremkowi zawdzięczam? Jakieś jego wizje polityczne w sposób szczególny powalają trafnością? Drogi Bronisław był przenikliwym analitykiem, strategiem, taktykiem? Ja mogę tylko dziękować, że nie nakłonił gdańskich robotników do rezygnacji z "politycznych " postulatów, że nie udało mu się wcielić w życie swojej wizji ruchu solidarnościowego podczas festiwalu 1980/81. Tylko czy wypada o tym przypominać?
Nie rozumiem też, jak ludzie związani z pożyczką moskiewską, czy partia, która czerpała korzyści z moskiewskiej pożyczki może być w kraju, który niepodległości nie ma za wymaganą przez zabobon fasadę, lecz traktuje ją jako najwyższą wartość, uznawana za normalny podmiot życia politycznego. Mój prosty moherowy łeb podpowiada mi, że społeczne niebezpieczeństwo czynu polegającego przyjmowaniu w ukryciu pieniędzy od wrogiego mocarstwa nie jest znikome lecz przeciwnie, ogromne i sprawcy w takiego "wybryku" czy nieroztropności w ugruntowanych demokracjach karani są zwykle na gardle. Tym którzy nie pamiętają kwestii moskiewskiej pożyczki, polecam choćby spis dokumentów, które min. Ziobro udostępnił obywatelom z Gazety Wyborczej.
Nie bardzo też pojmuję oburzenie niektórych dziennikarzy Trójki i ich dość zabawne protesty, ale doskonale rozumiem o co chodzi nowo upieczonym syndykalistom pod wodzą Jerzego Sosnowskiego.
Kolejne kwestie, których za bardzo nie łapię, związane np. ze Stefanem Bratkowskim (jego życiorys na Wikipedii to czysta groteska), mentorami Ligi Pana Romana zostawię sobie na później, W to, że ci złodzieje pamięci wyskoczą z czymś, co będzie stanowiło przyczynek do zajęcia się przy tej okazji mym wrodzonym tępactwem, nie wątpię.
Hula wiatr na dworcu Gdańskim.
Z okazji rocznicy rozpędzenia wiecu na Uniwersytecie Warszawskim pojawiło się wiele rocznicowych reportaży, wspominków. W tle zamajaczył jak zwykle Dworzec Gdański.
Przyznam się od razu, że na amnezję nie cierpię i pamiętam dwie rzeczy. Pierwsza to ta, że Kościół Katolicki i osobiście ksiądz Prymas Stefan Kardynał Wyszyński ujął się za prześladowanymi wówczas z powodów rasowych obywatelami polskimi, choć z Dworca Gdańskiego odjeżdżali również jego (Kościoła i Prymasa) prześladowcy.
Druga to taka, że gdy dwa lata, a nawet niespełna rok wcześniej ten sam Gomułka, Moczar posługując się tym samym ZOMO tymi samymi bojówkami walczył z Kościołem i atakował Prymasa Wyszyńskiego szczerzy demokraci stali albo w jednym rzędzie z Moczarem i smutnym aktywem albo milczeli. Tak się składa, że w "Argumentach" ówczesnym nieformalnym organie teoretycznym IV Departamentu MSW Kościół atakował Adam Michnik, zaś samo pismo współtworzył Bronisław Geremek, a od 1969 r docent Bronisław Geremek :)
Nie przypominam sobie by przeciw masowemu prześladowaniu wierzących, przeciw partyjno-esbeckiej operacji, na skalę jakiej do czasu wprowadzenia stanu wojennego, protestowali marcowi protestanci. Nie jest żadnym pocieszeniem, że w obronie prześladowanych katolików nie wystąpili posłowie koła "Znak", czy PAX, tylko z trybuny sejmowej przekonywali o dziejowej konieczności umacniania socjalizmu i nierozerwalnego sojuszu ze Związkiem Sowieckim. Postępacy ze "Znaku" zdobyli się na protest dopiero w 1968 r. Z mojego punktu widzenia rok 1968 był KOLEJNĄ hańbiącą kartą w dziejach partii komunistycznej. Katolicy co prawda nie wyjeżdżali, ale cały czas byli obywatelami drugiej kategorii. Co to znaczy być obywatelem drugiej kategorii niektórzy przekonywali się dopiero na Dworcu Gdańskim, gdy zostawiali nie tylko kawałek życia, ale legitymacje partyjne, przydziałowe mieszkania i sklepy za żółtymi firankami. Dlaczego zdziwienie nastąpiło dopiero, gdy dostali do ręki bilet w jedną stronę?
W Salonie24 walce PZPR z milenijnymi obchodami poświęciłem kilka postów. Były wśród nich dwa, które miały znaleźć swój ciąg dalszy. Niestety zwolennik nieskrępowanej wymiany poglądów red. Janke był uprzejmy uznać moje pisanie jako zagrożenie dla demokratycznego ładu Salonu, co dziś stwierdzam już z ulgą i pewnym rozbawieniem.
Teraz streszczę historię nie tak odległą od wydarzeń marcowych.
21-22 maja 1967 r. Sosnowiec.
wtorek, 9 marca 2010
Kto na miejsce Wildsteina? wersja 2 beta
Pan Bronisław Wildstein poza TVP. Szef Radiokomitetu Orzeł nie był tym razem na urlopie. Zadecydowały słupki.
==================
Proponuję zatrudnienie pani Dody. Jest nadzieja, że panu Orłowi urośnie chociaż jeden słupek... w slipkach.
Można też rozważyć opcję kontynuowania zbożnych starań prezesa Pontona i jeszcze raz zarzucić sieć na Polny Kwiatuszek.
Lisek ChytrTusek, Doda, MOnika córka pułkownika i telewizja odzyskana.
= = = = = = = = =
Wersja 2 beta 13:20
Program zostaje i zostają pytania
==================
Proponuję zatrudnienie pani Dody. Jest nadzieja, że panu Orłowi urośnie chociaż jeden słupek... w slipkach.
Można też rozważyć opcję kontynuowania zbożnych starań prezesa Pontona i jeszcze raz zarzucić sieć na Polny Kwiatuszek.
Lisek ChytrTusek, Doda, MOnika córka pułkownika i telewizja odzyskana.
= = = = = = = = =
Wersja 2 beta 13:20
Program zostaje i zostają pytania
- Czy ktoś mnie zrobił w jajo?
- Ktoś Orłu przetrzepał skrzydła?
- Dlaczego w ogóle powstała kwestia będzie nie będzie?
- Co dalej z półkownikami i pułkownikami w TVP?
niedziela, 7 marca 2010
Jest jak jest
Fragment wywiadu Igora Zalewskiego z niezależnym posłem Jarosławem Kaczyńskim, opublikowany w książce Dekomunizacja, Oficyna Wydawnicza Volumen, Liga Republikańska, Zeszyty Problemowe Ligi Republikańskiej, Warszawa 1999 r. (str 54-62)
Na takiego Jarosława Kaczyńskiego głosowałem. Na innego nie zamierzam.
J. K.: Dzisiaj dekomunizacja to w pewnej mierze coś innego niż na początku lat dziewięćdziesiątych. Są nowe niebezpieczeństwa, nowe patologie. Elementem akcji dekomunizacyjnej powinno być na przykład rozbicie struktur przestępczych. Te struktury w ogromnej większości wyrastają z dawnego systemu.
- Czy odgrodzenie dawnych funkcjonariuszy PZPR od stanowisk państwowych osłabiłoby w jakiś sposób świat przestępczy ?
J. K.: Góra tego świata wywodzi się zazwyczaj z dawnego aparatu bezpieczeństwa. Można już o tym przeczytać w poważnych, opiniotwórczych gazetach. Gdyby w 1991,1992 roku mocno uderzono w układ postkomunistyczny, gdyby doprowadzono do jego rozbicia, nieporównanie łatwiej byłoby doprowadzić do zaostrzenia walki z przestępczością, do likwidacji najważniejszych struktur przestępczych.
- Podtrzymuje Pan swoją dawną diagnozę, że źródłem większości patologii polskiego życia publicznego są ludzie dawnego systemu?
J. K.: Tak, podtrzymuję. Ale rzecz jasna w ciągu lat dziewięćdziesiątych sytuacja ewoluowała. Nastąpiło zjawisko kooptacji, rozpoczęte już w roku 1989. To znaczy do ludzi z dawnej PZPR czy SB dołączyli nowi, którzy z tymi organizacjami nie mieli nic wspólnego. Trudno jednak mówić o skali tego zjawiska.
(...)
- No właśnie, zrealizował się scenariusz, o którym marzył Pan w roku 1992: rządzi silna prawica wespół ze słabszą Unią. W dodatku odpadł jeszcze problem Wałęsy...
J. K.: No, nie całkiem się zrealizował. Często mówię o prawicy nieuwikłanęj, która może naprawdę coś zmienić. Ale ta cienko dziś przędzie.
- (...)Wiesław Walendziak twierdzi, że w walce z postkomunistami skuteczniejsze są "chirurgiczne cięcia " od dekomunizacyjnego zgiełku.
J. K.: Być może. Tylko sytuacja nie jest wcale prosta. Wiadomo, że AWS powstał i okrzepł również dzięki cichym kompromisom z "drugą stroną". W Akcji dominuje grupa, która chce kontynuować tę politykę "cichych kompromisów", bo się jej to po prostu opłaca. Sam Walendziak wie najlepiej, że dokonywanie w tych warunkach chirurgicznych cięć nie jest sprawą łatwą.
(...)
J. K.: Polityka ma wymiar fasadowy i zakulisowy. Za kulisami dzieją się rzeczy przygnębiające. Ale oficjalnie AWS nie może sobie pozwolić na rezygnację z dekomunizacyjnych haseł. To znaczy, że jeżeli Liga Republikańska przygotuje ustawę dekomunizacyjną, to posłowie AWS - nawet ci żyjący w symbiozie z czerwonym - muszą demonstracyjnie popierać. Na tyłach mogą się dziać różne rzeczy, fasada nie może wyrzekać się swego programu. Popieranie dekomunizacji może się okazać korzystną inwestycją polityczną. Przed nami wybory prezydenckie, potem parlamentarne, a fala antykomunizmu w społeczeństwie na razie nie maleje. To dla AWS po prostu szansa na ekspansję.
- Ale przecież Janusz Tomaszewski nagle nie wyparuje, on cały czas w Akcji będzie...
J. K.: Ja nie mówię, że pchnięcie AWS na antykomunistyczne tory będzie łatwe. Ale cóż robić.
(...) Jeśli rządzić będzie - nawet umiarkowana - prawica, która od "tamtych" będzie się trzymać z daleka, nie będzie z "nimi" robić interesów, twarda wobec przestępców, to oczywiście "cicha dekomunizacja" ma sens. Tylko że dzisiaj niestety w AWS pierwsze skrzypce grają całkiem inni ludzie. Jest jak jest.
(...)
J. K.: Doświadczenia kampanii ostatnich lat pokazują, że antykomunizm popłaca. Nawet, gdy jego nośnikiem jest osoba tak niewiarygodna jak Wałęsa.
(...)
- Na razie ustawa dekomunizacyjna jest śpiewem przyszłości. Mamy natomiast lustracyjną. " Gazeta Wyborcza" pisze, że jej ofiarami będą informatorzy, a ich mocodawcy z SB i PZPR pozostają bezkarni.
J. K.: Jest w tym trochę racji. Ale czy jeśli nie możemy złapać bossów świata przestępczego, to znaczy że mamy nie łapać kieszonkowców? Oczywiście, że nie. Mam nadzieję, że teraz i "Gazeta Wyborcza" włączy się do walki o dekomunizację. To rozwiąże ten problem.
Na takiego Jarosława Kaczyńskiego głosowałem. Na innego nie zamierzam.
Etykiety:
antykomunizm,
AWS,
dekominizacja,
Jarosław Kaczyński,
Liga Republikańska
piątek, 5 marca 2010
Dwie rocznice, dwie kultury, kilka wierszy
Początkowo chciałem notce nadać tytuł Dwie rocznice, dwie Polski, kilka wierszy.
Gdybym tak zrobił obraziłbym mój kraj. Polska jest jedna. To drugie coś nie wiem jak nazwać.
5 marca 1940 r.
poniedziałek, 8 lutego 2010
"Pardon" co to za ludzie? Od Katarzyny Hall-Apuchtin.
Ostateczna walka rozegra się między złodziejami pamięci
i okradanymi z niej narodami,społeczeństwami, jednostkami.
Gustaw Herling – Grudziński "Dziennik pisany nocą"i okradanymi z niej narodami,społeczeństwami, jednostkami.
Przedwczoraj zebrałem się do gromadzenia materiałów związanych z umieszczeniem w gdyńskim kościele pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Piotra Rybaka tablicy poświęconej pamięci Niemców, którzy zginęli w wyniku zatopienia przez sowiecką marynarkę wojenną niemieckich okrętów wojennych.
Post, a w zasadzie cykl postów ma mieć charakter multimedialny. Pewną część materiału zgromadziłem już wcześniej, bowiem od dłuższego czasu przymierzam się do napisania o żniwie, które przyszło zbierać siewcom wiatru, czyli o alianckich nalotach na Niemcy i Japonię.
Pamięć i jej rozumienie ma kluczowe zagadnienie dla kwestii spornej tablicy toteż, sprawdziłem co się dzieje z z ambitnym zadaniem policzenia polskich ofiarach II wojny światowej. Zostało ono zainicjowane w 2006 przez Instytut Pamięci Narodowej we współpracy z Ministerstwem Kultury. Z programem dzieje się dobrze . Można się o tym przekonać na stronie programu Straty osobowe i ofiary represji pod okupacją niemiecką.
Natomiast z pewną częścią osób, które uważają się za Polaków jest gorzej niż źle. Zastanawiam się czy nie należałoby im pozabierać dowodów przed wyborami.
Oto zbiór komentarzy z portalu Pardon pod wpisem o opublikowaniu internetowej bazy danych o polskich obywatelach, którzy zginęli podczas II wojny światowej.
środa, 3 lutego 2010
Żakowski i Mazowiecki jako negacjoniści. O fałszowaniu historii przez niuansistów.
Tytułowy temat z przeleżał się z braku czasu. Jego osnową nie miała być dyskusja jaka toczyła się po wczorajszej emisji dokumentu Towarzysz generał.
Treścią postu miały być uwagi na marginesie ostatnich wypowiedzi obrońców III RP dokonujących paraleli pomiędzy, ogólnie mówiąc, obozem IV RP, a czasami stalinowskimi czy nawet III Rzeszą przed wybuchem II Wojny Światowej.
Jak już wspominałem w poście Licytacja, czyli pałkarze i łagiernicy red Żakowski był niedawno napisał: Okrucieństwa nowoczesnych społeczeństw - od gilotyny po gułag, islamski terroryzm i pisowską lustrację - były ubocznym produktem wielkich emancypacji. Z kolei na antenie radia TokFM Wojciech Mazowiecki powiedział, że członkowie komisji hazardowej pani Kempa i pan Wassermann przesłuchiwali Chlebowskiego stosując ubeckie metody. Inny genialny publicysta poszedł dalej i napisał ni mniej, ni więcej:
Treścią postu miały być uwagi na marginesie ostatnich wypowiedzi obrońców III RP dokonujących paraleli pomiędzy, ogólnie mówiąc, obozem IV RP, a czasami stalinowskimi czy nawet III Rzeszą przed wybuchem II Wojny Światowej.
Jak już wspominałem w poście Licytacja, czyli pałkarze i łagiernicy red Żakowski był niedawno napisał: Okrucieństwa nowoczesnych społeczeństw - od gilotyny po gułag, islamski terroryzm i pisowską lustrację - były ubocznym produktem wielkich emancypacji. Z kolei na antenie radia TokFM Wojciech Mazowiecki powiedział, że członkowie komisji hazardowej pani Kempa i pan Wassermann przesłuchiwali Chlebowskiego stosując ubeckie metody. Inny genialny publicysta poszedł dalej i napisał ni mniej, ni więcej:
Jeśli brakuje nam wyobraźni, jak wyglądałby odwet PiS-u, czyli Jarosława Kaczyńskiego, to mały przedsmak poczuliśmy we wtorkowej konferencji prasowej pałającego chęcią zemsty Mariusza Kamińskiego, który już zapowiedział swój powrót. Można zasadnie mniemać, że były szef CBA jest łagodną owieczką w porównaniu ze swym Capo di tutti capi. Po obecnych strukturach rządowych, sądowniczych a w końcu samorządowych kamień na kamieniu by nie pozostał. Na gruzach państwa demokratycznego powstałby wszechwładny aparat przemocy. Funkcjonariuszom kilkunastu jawnych i tajnych służb specjalnych wszystko byłoby wolno na mocy specprawa.
Strach zapanuje od Bugu do Odry, od Tatr do Bałtyku. Jedyna dopuszczalna postawa poddanych, to całkowita akceptacja wszystkiego, co zadekretuje Zbawca Narodu.
Jeżeli wyobraźnia nas zawiedzie, to sięgnijmy do historycznych relacji dotyczących pierwszych lat III Rzeszy oraz terroru stalinowskiego sprzed 1939 roku. Z tą różnicą, że śmierć fizyczną "wrogów narodu" zastąpiłaby śmierć cywilna - spécalité de la Maison IPN-u. W dzisiejszych cywilizowanych czasach działa to równie skutecznie, jak ongiś kula w łeb. Moskiewskich procesów politycznych nie trzeba będzie zasadniczo modyfikować; Zbigniew Ziobro dorównuje prokuratorowi Andriejowi Januariewiczowi Wyszyńskiemu w popisywaniu się przed publicznością językiem prawniczym (Aleksander Jerzy Wieczorkowski PiS, czyli skorpion rozwścieczony).
Etykiety:
Wojciech Jaruzelski,
Wojciech Mazowiecki,
Żakowski
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Dwa oblicza konsternacji
Minister w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Mariusz Handzlik jest skonsternowany faktem nadania mordercy Stepanowi Banderze najwyższego odznaczenia ukraińskiego.
Skonsternowanym można być, gdy na przyjęciu, ktoś znany dotychczas z nienagannego zachowania, upije się i zwymiotuje do wazy z ponczem. Ja byłem skonsternowany przyjęciem do rządu ministra Kryże, który ze względu na swojego ojca niekoniecznie musiał zostać prawnikiem, niekoniecznie sędzią, niekoniecznie karnym, niekoniecznie brać udział w sądzeniu opozycjonistów, niekoniecznie być przewodniczącym wydziału w dość mrocznym dla sądownictwa okresie. Postępowanie prezydenta Juszczenki w żadnym wypadku niespodzianką nie jest. Zakończył on swoją politykę historyczną akcentem mocnym, lecz konsekwentnym i przewidywalnym. Zresztą potwierdza to sam Handzlik:
Juszczenko wymierzył siarczysty policzek Prezydentowi Rzeczpospolitej, a jego minister jest skonsternowany. Kolejna rzecz. Stepan Bandera nie jest w Polsce żadną "kontrowersyjną postacią" panie ministrze. Niech pan się opamięta. To jest zbrodniarz. Osobiście nie jestem skonsternowany lecz oburzony, tak postępkiem Juszczenki, jak żałosną reakcją prezydenckiego ministra.
Juszczenko symbolicznie spoliczkował nie tylko Prezydenta Kaczyńskiego. Dał też w twarz niektórym biskupom i senatowi KUL. Mam na myśli oprotestowane przez wiele środowisk nadanie Juszczence przez lubelską uczelnię doktoratu honoris causa. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się, ze po odbiór doktoratu wchodzi się bocznym wejściem. Tę tradycję podtrzymał Adam Michnik w Krakowie.
Rozumiem natomiast konsternację Ściemy Wyborczej. Na jej stronach internetowych znajduje się dotychczas tylko komunikat PAP z informacją o żydowskim wymyśle.
Komentowanie pod depeszą PAP jest wyłączone. Gdyby takie sformułowanie padło na antenie"Radia Maryja" lub telewizji "Trwam", bez względu na osobę, która je wygłosiła byłby krwawa jatka. Być może nawet sięgnięto by po Aro Korola specjalistę od łączenia Hitlera i ojca Tadeusza Rydzyka. Stanowisko JE biskupa Tadeusz Pieronka (takie, jak przytacza je PAP) jest potwierdzeniem tego, co od dawna głosi ks. prof. Waldemar Chrostowski - do 1998 współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Ks. Chrostowski był z związku z tym atakowany na łamach Ściemy Wyborczej. Obiektem uwielbienia dla gazety był następca ks. Chrostowskiego - ks. prof. Michał Czajkowski, który oprócz dialogu z judaizmem długo (przez blisko ćwierć wieku) prowadził cichy dialog ze Służbą Bezpieczeństwa.
Będzie ciekawie obserwować jak sekta z Czerskiej połknie tę żabę.
Z konsternacją przyjęliśmy decyzję o przyznaniu pośmiertnie przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy.
Skonsternowanym można być, gdy na przyjęciu, ktoś znany dotychczas z nienagannego zachowania, upije się i zwymiotuje do wazy z ponczem. Ja byłem skonsternowany przyjęciem do rządu ministra Kryże, który ze względu na swojego ojca niekoniecznie musiał zostać prawnikiem, niekoniecznie sędzią, niekoniecznie karnym, niekoniecznie brać udział w sądzeniu opozycjonistów, niekoniecznie być przewodniczącym wydziału w dość mrocznym dla sądownictwa okresie. Postępowanie prezydenta Juszczenki w żadnym wypadku niespodzianką nie jest. Zakończył on swoją politykę historyczną akcentem mocnym, lecz konsekwentnym i przewidywalnym. Zresztą potwierdza to sam Handzlik:
W opinii Mariusza Handzlika w polsko-ukraińskich relacjach kwestie historyczne "wykazują się znaczną nierównowagą". (...)Minister przypomniał, że "Polska nie może natomiast sfinalizować sprawy upamiętnienia ofiar reżimu stalinowskiego w Bykowni oraz uzyskać zgody na wznowienie prac ekshumacyjnych". - Do tego dochodzą kwestie gloryfikacji działań UPA - podkreślił.
Juszczenko wymierzył siarczysty policzek Prezydentowi Rzeczpospolitej, a jego minister jest skonsternowany. Kolejna rzecz. Stepan Bandera nie jest w Polsce żadną "kontrowersyjną postacią" panie ministrze. Niech pan się opamięta. To jest zbrodniarz. Osobiście nie jestem skonsternowany lecz oburzony, tak postępkiem Juszczenki, jak żałosną reakcją prezydenckiego ministra.
Juszczenko symbolicznie spoliczkował nie tylko Prezydenta Kaczyńskiego. Dał też w twarz niektórym biskupom i senatowi KUL. Mam na myśli oprotestowane przez wiele środowisk nadanie Juszczence przez lubelską uczelnię doktoratu honoris causa. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się, ze po odbiór doktoratu wchodzi się bocznym wejściem. Tę tradycję podtrzymał Adam Michnik w Krakowie.
Rozumiem natomiast konsternację Ściemy Wyborczej. Na jej stronach internetowych znajduje się dotychczas tylko komunikat PAP z informacją o żydowskim wymyśle.
"Niewątpliwie w obozach koncentracyjnych umierali w większości Żydzi, ale na liście są też Polacy, Cyganie, Włosi i katolicy. Nie wolno więc zawłaszczać tej tragedii, by uprawiać propagandę"- oświadczył bp Pieronek. (...) I dodał: "Szoah jako taki to żydowski wymysł (w oryg. tekście: invenzione ebraica - PAP), można by równie dobrze mówić z taką samą mocą i ustanowić dzień pamięci także o licznych ofiarach komunizmu, prześladowanych katolikach i chrześcijanach".
Komentowanie pod depeszą PAP jest wyłączone. Gdyby takie sformułowanie padło na antenie"Radia Maryja" lub telewizji "Trwam", bez względu na osobę, która je wygłosiła byłby krwawa jatka. Być może nawet sięgnięto by po Aro Korola specjalistę od łączenia Hitlera i ojca Tadeusza Rydzyka. Stanowisko JE biskupa Tadeusz Pieronka (takie, jak przytacza je PAP) jest potwierdzeniem tego, co od dawna głosi ks. prof. Waldemar Chrostowski - do 1998 współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Ks. Chrostowski był z związku z tym atakowany na łamach Ściemy Wyborczej. Obiektem uwielbienia dla gazety był następca ks. Chrostowskiego - ks. prof. Michał Czajkowski, który oprócz dialogu z judaizmem długo (przez blisko ćwierć wieku) prowadził cichy dialog ze Służbą Bezpieczeństwa.
Będzie ciekawie obserwować jak sekta z Czerskiej połknie tę żabę.
piątek, 22 stycznia 2010
Wreszcie Nobel z fizyki dla Polaka oraz czarne dziury istnieją
Kwestia Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki nie będzie już budzić w tym roku żadnych namiętności. Przypadnie ona bez żadnych wątpliwości Mirosławowi Sekule za ostateczne potwierdzenie szczególnej teorii względności. To czego wczoraj i dziś dokonał poseł Sekuła musi budzić najwyższy szacunek.
Przybliżmy to zajmując się zagadnieniem dylatacji czasu sprowadzającego się do tego, że czas jaki mija dwoma zdarzeniami nie jest jednoznacznie określony, lecz zależy od obserwatora. To zadziwiające i sprzeczne z intuicją zjawisko można było zaobserwować wczoraj pod koniec posiedzenia komisji hazardowej. Mianowicie czas pomiędzy odpaleniem stopera posła Sekuły ogłaszającego 10 minut przerwy, do momentu kiedy Eksperymentatorowi stuknęło na stoperze 10 minut i zagadał do krzeseł pytając te przemiłe meble gięte czy mają jakieś pytania do osobliwości Zbynia, był różny w zależności od obserwatora.
Przybliżmy to zajmując się zagadnieniem dylatacji czasu sprowadzającego się do tego, że czas jaki mija dwoma zdarzeniami nie jest jednoznacznie określony, lecz zależy od obserwatora. To zadziwiające i sprzeczne z intuicją zjawisko można było zaobserwować wczoraj pod koniec posiedzenia komisji hazardowej. Mianowicie czas pomiędzy odpaleniem stopera posła Sekuły ogłaszającego 10 minut przerwy, do momentu kiedy Eksperymentatorowi stuknęło na stoperze 10 minut i zagadał do krzeseł pytając te przemiłe meble gięte czy mają jakieś pytania do osobliwości Zbynia, był różny w zależności od obserwatora.
czwartek, 21 stycznia 2010
Na marginesie, blog Pod Warczącym Wibratorem i rzyg.
Arkadiusz Rybicki to kolejny poseł PO, który zrywa z tradycją że karta opozycjonisty zobowiązuje do zachowania minimalnych standardów moralnych.
Ściema Wyborcza zamieściła swego czasu fragment przemówienia Arkadiusza Rybickiego insynuującego związek pomiędzy głosowaniem ówczesnego członka Kolegium IPN Andrzeja Grajewskiego, przeciwko kandydaturze Janusz Kurtyki na stanowisko prezesa Instytutu, a odnotowaniem w tzw. raporcie Macierewicza współpracy historyka z WSI.
Na bezczelną insynuację (według mnie polityczną łobuzerkę w dokładnie stylu chuligana Palikota) listownie odpowiedział pan Kurtyka stwierdzając m.in.
Ściema Wyborcza zamieściła swego czasu fragment przemówienia Arkadiusza Rybickiego insynuującego związek pomiędzy głosowaniem ówczesnego członka Kolegium IPN Andrzeja Grajewskiego, przeciwko kandydaturze Janusz Kurtyki na stanowisko prezesa Instytutu, a odnotowaniem w tzw. raporcie Macierewicza współpracy historyka z WSI.
Na bezczelną insynuację (według mnie polityczną łobuzerkę w dokładnie stylu chuligana Palikota) listownie odpowiedział pan Kurtyka stwierdzając m.in.
Oświadczam, iż sugestia posła Rybickiego, jakobym miał zemścić się na dr. Andrzeju Grajewskim za jego głosowanie na Kolegium jest wyjątkowo nikczemna i wpisuje się w pozamerytoryczną dyskusję na temat Instytutu.Ściema Wyborcza oczywiście przytoczyła odpowiedź Rybickiego, bezczelnie potwierdzającego, że insynuuje, ale niech Kurtyka poczuje, jak to jest dobrze gdy IPN insynuował. Szczegółów insynuacji paszkwilant nie podał, a przynajmniej Ściema nie wydrukowała.
Etykiety:
Chlebowski,
Janke,
Palikot,
Przewoźnik,
Rybicki
wtorek, 19 stycznia 2010
Pędzący Królik? Nie! To Struś Pędziwiatr.
Nie moge sie zebrać i napisac o sprawie śmiertelnie poważniej jaką są prawdziwe kulisy powstania państwowej atrapy niepodległego państwa nazwanego Czecią RP.
Pomyłka w numeracji to jeszcze inny problem. Szanowany powszechnie awtorytet Czecią Niepodłegłością nazwał ni mniej ni wiecej tylko P R L Gomułki. Jest to wycinek zagadnienia, które starałem się zarysować zanim Mendia Obywatelskie (konkretnie dwóch obywateli: Janke Igora i Krawczyka Radosława) Spółka z wyjątkowo ograniczoną odpowiedzialnością były uprzejme mnie ewaporować. Przerwana u wzorcowych hipokrytów epopeja "ROK 1966" zostanie przypomniana i zakończona. To jest prywata :)
Szczerze oświadczam, że wymienione zajawki nie są reklamą tylko mobilizacją. W moim przypadku interaktywna komunikacja przebiega w cyklach. Ilość informacji przepływającej przez serwery jest ogromna. Aby ją ogarnąć, choć w ułamku procenta, należy powiedzieć rodzinie i wszystkim innym do widzenia, aż mi komp padnie, lub wyłączą zasilanie. Spoko, to nie jest wieczność. Komp jest już padnięty.
sobota, 16 stycznia 2010
Australijska Holenderka śpiewa po norwesku, ale dlaczego Mirusia?
W Moherowie znowu granie. Tym razem dwa klipy, jako zapowiedź dwóch muzycznych postów i pewnego problemu, charakterystycznego dla III RP.
Pieśń Solwejgi wykonuje urodzona w Australii, z rodziców Holendrów, sopranistka liryczna Mirusia Louwerse. Skąd imię? Czy aby na pewno Mirusia, nie Marusia? Sama pieśniarka mówi, że it's pronounced Mee-roo-sha. Jednak nie Marusia. Jak dodam, że zdarza się tej pani zaśpiewać dla KVO - organizacji holenderskich kobiet katoliczek, już się trochę wyjaśni.
Pieśń Solwejgi wykonuje urodzona w Australii, z rodziców Holendrów, sopranistka liryczna Mirusia Louwerse. Skąd imię? Czy aby na pewno Mirusia, nie Marusia? Sama pieśniarka mówi, że it's pronounced Mee-roo-sha. Jednak nie Marusia. Jak dodam, że zdarza się tej pani zaśpiewać dla KVO - organizacji holenderskich kobiet katoliczek, już się trochę wyjaśni.
piątek, 15 stycznia 2010
środa, 13 stycznia 2010
Mozart z flaszki, Chopin z kieliszka i inne szkło - GRAMY!
Kolejny koncert w zapyziałym Moherowie.
Późno już, ale sam tytuł wskazuje, że przed 23 nie powinno poruszać się takich tematów.
Niedawno grałem tematy klasyczne w rockowej konwencji. Mam do takiej muzyki stosunek ambiwaletny. Uważam jednak, że plusów dodatnich jest znacznie więcej. To są często drzwi do świata muzyki klasycznej. Ja co prawda wchodziłem po grzbiecie Isao Tomity, ale i przez Malmsteena jest dobra droga. Nie będzie dobrze, gdy ktoś pomyli drzwi lub drogę i pomyśli, że Mozart z flaszki to wielka sztuka
Późno już, ale sam tytuł wskazuje, że przed 23 nie powinno poruszać się takich tematów.
Niedawno grałem tematy klasyczne w rockowej konwencji. Mam do takiej muzyki stosunek ambiwaletny. Uważam jednak, że plusów dodatnich jest znacznie więcej. To są często drzwi do świata muzyki klasycznej. Ja co prawda wchodziłem po grzbiecie Isao Tomity, ale i przez Malmsteena jest dobra droga. Nie będzie dobrze, gdy ktoś pomyli drzwi lub drogę i pomyśli, że Mozart z flaszki to wielka sztuka
wtorek, 12 stycznia 2010
Święty Jerzy, czy raczej hear no evil, see no evil, speak no evil?
Czy Owsiak jest największą katastrofą Polski w historii? pyta w Szatni24 iTrammer i dodaje:
O Owsiaku jako o nieszczęściu Polski pisze sie w S24 więcej niż o różnych według mnie większych, dawnych i obecnych, nieszczęściach Polski. Różni autorzy podają wady jego akcji, inni domyślają się innych jeszcze, ukrytych, grzechów - ale dowodów nie przytaczają. Nie moge tego zrozumieć. Jedni mogą go i jego akcję lubić, inni - nie, ale dlaczego tyle się o tym pisze? Np nie pisze sie tyle o pijaństwie kierowców, którzy nieraz zabijają kogoś i siebie. O co to chodzi?
niedziela, 10 stycznia 2010
Fundacja Helsińska, czyli human rights w optyce Ściemy Wyborczej
Gdy pisałem poprzedni post sprawdziłem jakie zainteresowanie wśród walczących o prawa człowieka wywołały ostatnie ataki na chrześcijan. Oczywiście żadne. Aktualnie Różne ekipy speców od human rights zajmują ksenofobią, globalnym ociepleniem - Minority Right Group. Human Right Watch w dziale Azja i Bliski Wschód nic zauważyła. Lekarze Na Rzecz Praw Człowieka zero. Hiszpanie mają swoje problemy. Prawa człowieka w Kolumbii i przestępstwa frankistów. Nawet im trochę pozazdrościłem i pomyślałem, że nasi rodzimi szpece mogli by wykazać jakieś zainteresowanie ukaraniem osób które systemowo gwałciły prawa człowieka w prlu. Ciekawiło mnie czym ta ekipa się zajmuje ponieważ ostatnio byłem uprzejmy słyszeć o nich przy okazji batalii o krzyże we wrocławskim liceum i pozwu gościa ze Świnoujścia, którego dobra narusza krzyż w urzędzie gminy. Prawo człowieka do przebywania w przestrzeni wolnej od dymu papierosowego, dwutlenku węgla i krzyży podstawą nowoczesnego społeczeństwa. Zwłaszcza wolność od krzyży jest w stanie kupić uwagę doktora prawa Adama Bodnara.
sobota, 9 stycznia 2010
Piorą czarnych... żeby tak w Polsce zrobili z nimi porządek.
W Wietnamie nie ustają represje komunistów wobec katolików. Również w środę wietnamska policja wtargnęła na teren parafii w Dong Chiem ok. 70 km od Hanoi. Policja zapewniała ochronę wojskowej jednostce inżynieryjnej, która wysadziła krzyż znajdujący się na terenie parafialnego cmentarza. Kilkuset policjantów zaatakowało gazem łzawiącym i elektrycznymi paralizatorami wiernych proszących o pozostawienie krzyża.
czwartek, 7 stycznia 2010
Licytacja, czyli pałkarze i łagiernicy
Kolejna możliwość zostania pałkarzem i talibem. Może i grzeszą, lecz kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień. Koniec. Nie ma zmiłuj. Nie jesteś Terlikowski święty to się nie odzywaj. Dialektyka tow. dziennikarza Lisa polega na tym, ze nie wspominając o swojej planowanej kanonizacji ON może wskazywać grzeszników i wymieniać ich grzeszne czyny. Czemu zawdzięcza tę cechę?. Generalnie poprzez przynależność do Bractwa z IV Wymiaru. Podlega ono innej moralności i kieruje się metaetyką. Rzecz wielce ciekawa warta osobnego opisania więc teraz skończę.
Niedobrze mi się robi gdy czytam takie tanie chwyty. Czyżby Tomasz Lis ostatni raz był u spowiedzi przed Pierwszą Komunią Świętą i trzeba mu przypomnieć o rachunku sumienia, wyznaniu grzechów, żalu za grzechy, zadośćuczynieniu Bogu i bliźniemu, postanowieniu poprawy (wszystko szczerze, nie dla picu). Oczywiście żartuję. Tow. redaktor Tomasz doskonale o tym wie.
W każdym razie Lis jest otoczony przez masy pałkarskich moralistów i Talibów. Nie słyszałem co prawda by korzystał z ochrony ale wierzę, że się boi ukamienowania przez Terlikowskiego. Ma rację. Strach przed zagrożeniem fundamentalistycznym terroryzmem jest taki, że po odbiór doktoratu honoris causa wchodzi się ostatnio do uczelni bocznym wejściem i w towarzystwie obstawy.

Na marginesie. W udzielaniu absolucji specjalizuje sie właśnie sekta z Czerskiej. Istnieje u nich pewna procedura odpuszczania. Należy swoje grzechy wyznać, a przynajmniej jeden, niekoniecznie największy. Penitentowi wypada znaleźć coś na swoje usprawiedliwienie. Najlepsze wisty to: chęć naprawienia krzywd wszystkim ludziom, wynikające z oświeceniowego humanizmu pragnienie zbudowania raju na ziemi. kategoryczny imperatyw zbudowania sprawiedliwego świata , młodzieńcza naiwność, przebywanie w środowisku o dużym stopniu nasycenia tlenkiem węgla (CO) - tzw. zaczadzenie. Boczenie sie na widok ofiary i święte oburzenie na wspomnienie o grzechu will be an asset. Na koniec można powiedzieć przepraszam, choć nie jest to warunek sine qua non.
Lisowi pozazdrościł Żakowski i go przelicytował. Do tego w taki sposób, że nie widzę możliwości by np. Wołek przelicytował Żakowskiego. Będę słuchał w piątek o ośmej w RynszTokFM godziny nienawiści z udziałem wymienionych dżentelmenów i ostatniego z ekipy Fantastic Four, ale już teraz uważam, że licytacja została za-koń-czo-na! Szlus, nie ma innej opcji. Piszę to, choć doświadczenie mnie nauczyło, że w takich sprawach zbyt szybko wydaję opinie i jestem człowiekiem małej wiary.
Co dorzucił do puli red. Żakowski? Otóż w poniedziałek stwierdził ni mniej ni więcej, że
Okrucieństwa nowoczesnych społeczeństw - od gilotyny po gułag, islamski terroryzm i pisowską lustrację - były ubocznym produktem wielkich emancypacji.Tak. Żakowski z kumplami ledwo dwa lata cieszy się wolnością. Trzy zimy temu karczował lasy w Bieszczadach. Poniższe zdjęcie przedstawia co prawda łagierników z Kołymy przy budowie drogi, a nie Żakowskiego pod Ustrzykami, ale tak musi to wyglądało Zresztą miał farta. Nie został zgilotynowany.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






