niedziela, 12 czerwca 2011

Stu ośmiu

W dniu dzisiejszym przypada wspomnienie 108 Błogosławionych męczenników corocznie obchodzone uroczyście w Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej. W bazylice dolnej Sanktuarium znajduje się kaplica nazwana ich imieniem, a w niej obraz beatyfikacyjny.

Wśród nich jest 3 biskupów, 52 kapłanów diecezjalnych, 26 kapłanów zakonnych, 3 kleryków, 7 braci zakonnych, 8 sióstr zakonnych i 9 osób świeckich. Zginęli różną śmiercią. Zamęczeni w obozach koncentracyjnych, rozstrzelani, spaleni z wiernymi w stajni. Jeden z księży został utopiony w kloace za odmowę sprofanowania różańca. Są także świeccy, a wśród nich kobieta, która ofiarowała swoje życie za brzemienną synową.

Tak się składa że również 12 czerwca, tylko 1967 r. w Działdowie sługa Boży prymas Stefan kard. Wyszyński poświęcił fragment homilii męczeństwu osób stanu duchownego przebywających na terenie KL Soldau (Działdowo).

Mam wrażenie, że świadomość faktu hekatomby polskiego duchowieństwa podczas II wojny światowej uleciał ze społecznej pamięci. Oby bliskie (mam nadzieję) wyniesienie na ołtarze kolejnych 122 męczenników przywróciło tę pamięć.

Fragment homilii* księdza Prymasa Wyszyńskiego:

Patrzyliśmy tak jeszcze niedawno na potężną pychę mocarzy, którzy przewalali się przez świat, ufni w potęgę stali. Imię ich zostało wymazane z ziemi żyjących, a ich niecne czyny napiętnowano w trybunałach międzynarodowych. Jeszcze dzisiaj po całym świecie ludzie poszukują przestępców wojennych i znajdują ich niekiedy nawet w szeregach tych, z którymi się przyjaźnią.



Jadąc do Działdowa przeglądałem książeczkę pt. Męczeński koniec arcybiskupa Juliana Nowowiejskiego, biskupa płockiego. Pragnąłbym z tej książeczki przeczytać wam przynajmniej kilka urywków. Powstała ona pod piórem sumiennego kapłana, który zbierał szczegóły z pobytu w Działdowie Arcybiskupa i kapłanów, więzionych tutaj przez Gestapo. Chociaż przeżyłem wojnę, jednak czytając te urywki myślałem: aż trudno uwierzyć, że człowiek może tak podle traktować człowieka. Oto kilka fragmentów.

"Najboleśniejszy punkt w programie dnia obozowego w Działdowie stanowiła dla naszych więźniów ranna i południowa, połączona z ćwiczeniami cielesnymi, przechadzka. Nikt nie był od niej wolny. Arcybiskup musiał w niej brać udział prawie aż do śmierci. Przechadzka jego nie różniła się od przechadzek innych więźniów. Ta tylko była różnica, jak zeznają sami więźniowie, że częściej ich, czyli księży, ćwiczono, częściej kazano biegiem wykonywać ćwiczenia. Arcybiskup szedł zawsze na końcu, podtrzymywany przez dwóch księży, najczęściej księdza Zalewskiego i Cabana lub biskupa sufragana. Codziennie księża prowadzący Arcybiskupa zmieniali się. Wciąż bowiem ich popędzano, nie tylko krzykiem: schnell. schnell, ale i batem. Arcybiskup nie mógł pospieszyć - miał wtedy 83 lata. Niekiedy koledzy, młodsi wiekiem, ciągnęli go za ręce w biegu. Młodsi księża prowadzący Arcybiskupa stale się zmieniali, ponieważ dostawali więcej kijów i batów niż inni za to, że powoli idą.
Ćwiczenia podczas przechadzki wciąż "urozmaicano**. Niekiedy księża popędzani rózgami brzozowymi lub batem musieli trzykrotnie biec w koło, zanim wolno im było stanąć w miejscach przeznaczenia. To znowu droga była znaczona i mierzona stałym "padnij, powstań" i nieodłącznym równaniem leżących w błocie. To równanie odbywało się nogą. Esesman kopnięciem buta naprostowywał leżącego, który upadł nierówno. A trzeba było naocznie widzieć, jak Niemcy umieli kopać! To znowu kazano więźniom padać na twarz i rozstawiać nogi. Esesmani idą wzdłuż leżących i kopią ich w podbrzusze. A kto z osłabienia i bólu na komendę, szybko, nie zdąży się podnieść, bity jest kolbą od karabina.
Zaraz po przyjeździe do obozu w marcu, podczas przechadzki, kazano wszystkim tarzać się w śniegu. Tę bolesną i wprost tyrańską pielgrzymkę księży mogliśmy co dzień dwukrotnie obserwować - mówią siostry kapucynki, które też tam siedziały. - Kopanie, bicie i znęcanie się było na porządku dziennym, szczególnie podczas tej drogi, a gimnastykę, jaką esesmani kazali uprawiać więźniom, wymyślił chyba sam szatan, tak była męcząca i poniżająca godność człowieka.
Niekiedy znowu podczas przechadzki, oprócz ogólnej udręki wymierzanej całej grupie kapłanów, np. padanie w błoto, wypatrywano sobie kogoś i specjalnie się nad nim znęcano. Księdzu prałatowi Strojnowskiemu założono lejce ze sznurów i tak jeżdżono z nim po podwórzu, aż upadł. Księdza prałata Michalaka kopano, gdy nie mógł powstać.
W Wielki Piątek, 11 kwietnia 1941 roku, Arcybiskup chwycił się za głowę. Upadł uderzony batem w głowę przez młodego esesmana. Innym razem, gdy szedł jak zwykle na końcu, podtrzymywany przez księdza Zalewskie go i księdza Cabana, spadło mu z ramion futro, którym był nakryty. Podbiegli esesmani, bili i kilka razy kopnęli Arcybiskupa. Ci sami podczas innej przechadzki zdarli mu z głowy zimową czapkę. Onurzali ją w błocie i włożyli na głowę. To znowu zdarli futro, umazali je w błocie i włożyli na Arcybiskupa"
.

Trudno czytać dalej. Gdy czytamy takie rzeczy, pytamy o jedno. W jaki sposób i jaką drogą powstaje taki człowiek? Jak dochodzi do tego, że normalnego człowieka można aż do tego stopnia upodlić? Przecież ci ludzie nie narodzili się tacy! Ktoś ich musiał tak wychować, uformować i przygotować. To jest pytanie i olbrzymi problem o światowych wymiarach.


Dzisiaj ludzie głowią się nad tym, w jaki sposób można było do tego stopnia sponiewierać człowieka, że dopuszczał się on tak potwornych czynów. Chyba nie można dać na to odpowiedzi innej, jak tylko tę, że dzieje się to wtedy, gdy człowiek przestanie patrzeć na człowieka braterskim okiem, gdy przestanie myśleć, że jest to dziecię Boże i że jest Bóg na niebie, który będzie sądzić żywych i umarłych. Sądzeni będą ci, którzy wydają takie rozkazy, i ci, co je wykonują, a także "wychowawcy", którzy tak formują ludzi, że czynią z nich zwierzęta dla zwierzęcych celów. Hitleryzm, chcąc przygotować zbrodniarzy i katów, na kilka lat przed wojną już w koszarach kazał im pastwić się i być okrutnymi nawet dla własnych kolegów, aby nauczyć ich okrucieństwa wobec narodów, które mieli zamiar podbić.


Straszną rzeczą jest niewiara! Straszną rzeczą jest wyzbycie się świadomości, że wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, że za nas wszystkich umarł Chrystus, że zwycięża miłość, a nie nienawiść! Postęp i kultura nie innymi drogami, tylko od Bożego Serca, otwartego na Krzyżu, idzie na cały świat w bramy świątyń i w bramy otwartych serc. Jest to tajemnica współczesnego świata. Jakże wymowna jest ona dzisiaj, gdy wojna toczy się na wzgórzach pod Jerozolimą, tam, gdzie stał Krzyż Chrystusowy i gdzie okazała się największa miłość Boga ku człowiekowi, jako wzór - jak trzeba duszę swą dawać za braci. Jak straszną rzeczą jest człowiek poniewierający! Nie sponiewieranie i policzek odebrany, ale poniewieranie i policzek wymierzony znieważają człowieka. Pielęgnowana w sercu nienawiść, mobilizowana złość, wychowywane okrucieństwo - oto nieszczęścia ludzi, rodzin, ludów, narodów i świata!


Patrzymy dzisiaj ku tej tablicy. Oto dwaj biskupi - Nowowiejski i Wetmański, sponiewierani w "wychowawczym" - jak mówiono - obozie przejściowym w Działdowie. Oni są zwycięzcami! Przegrali ci, którzy ich poniewierali, kopali i policzkowali. Każda nienawiść, każda pięść wyciągnięta przeciwko bratu - jest przegraną. Każdy skrzywiony wyraz twarzy - jest przegraną. Człowiek pielęgnujący w sobie niechęć, nienawiść i złość - przegrał! Miłość zwycięża!


Oto bodaj najważniejsza lekcja, która płynie jasnymi promieniami z tej tablicy, z książki biskupa Korszyńskiego, ze śmierci biskupa Michała Kozala, biskupa sufragana lubelskiego Gorala oraz innych biskupów i kapłanów, którzy zginęli w obozach. Czy powiemy o nich, że przegrali? - "Przecenną jest śmierć świętych Pańskich w oczach Bożych". A i w naszych oczach! My bowiem przy szliśmy tutaj właśnie po to, aby radować się z ich zwycięstwa i uczyć się, jak zwyciężać. - "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj". Zdawałoby się, że tragiczne i nie do wykonania są Chrystusowe słowa: "Gdy cię uderzą w jeden policzek, nadstaw drugi". Ale pomyślcie nad tym, co powiedziałem. Kto jest zwycięzcą? Ten, kto uderza, czy ten, kto jest uderzony? Zwycięzcami są oni - uderzeni, sponiewierani i skopani. Chrystus na swojej drodze z Jeruzalem na Kalwarię też był policzkowany, poniewierany i kopany, a jest Zwycięzcą. Śpiewamy do dziś dnia: Christus vincit, Christus regnat, Christus imperat. Człowiek pragnąłby wszystko powiedzieć, ale roztropnie uczyni, jeżeli zamilknie, a resztę pozostawi łasce Bożej. Niech ona mówi i uczy nas przedziwnej mądrości, do której - po ciężkich przegranych - dochodzi dzisiaj świat.
(...)
Niech przyczyna wspaniałych "męczenników działdowskich" wyjedna wam i całej Ojczyźnie zwycięstwo przez wiarę, nadzieję i nieśmiertelną miłość.
Działdowo, 12. VI. 1967.

Zbiór wystąpień Stefana kard. Wyszyńskiego Prymasa Polski Idzie nowych ludzi plemię wyd. Pallotinum, 1973, str 113-116.



Obraz beatyfikacyjny





.

środa, 1 czerwca 2011

Tadziuuu! Taaadziu!!!* Czy to jeszcze pamiętasz?! [Aktualizacja]

Może pomyśli widz po programie,
Nim w miękkie łoże rzuci go senność.
Co wart jest taki kabaret, który
Nie sięga w ostrzem w codzienność?
Łatwo odpowiedź na to znajdziemy,
Nie drgnie nam nawet lewa powieka.
Z czego już dziesiąt lat się śmiejemy,
Że znów nie dowieźli mleka?

                       Kabaret, kabaret lecz śmiechu w nim mało.
                       I słowa w nim gorzkie, bez blasku i zalet.
                       Bo tak proszę państwa fatalnie się stało,
                       Że życie przerosło kabaret.

Czy warto jeszcze mówić o sklepach?
Czy warto śmiać się z nieurodzaju?
Czy długo można pisać o cepach,
Które nie młócą dla kraju?
Czy dziś do śmiechu może być powód?
Czy jest tu jeszcze coś do odkrycia,
Że ktoś kolejny, wspaniały znowu
Wyrwał nam ileś lat z życia?


                       Kabaret, kabaret lecz śmiechu w nim mało.
                       I słowa w nim gorzkie, bez blasku i zalet.
                       Bo tak proszę państwa fatalnie się stało,
                       Że życie przerosło kabaret.


Lecz pożyjemy, lecz zobaczymy.
Znów zaufamy tym co zaręczą.
Kolejne dzieci znów porodzimy
Niech też się trochę pomęczą.
A kiedy lata przejdą, historia
Tych trudnych pytań zada nam parę.
Czy to co było, to było życie?
Czy to był tylko kabaret?


                       Kabaret, kabaret lecz śmiechu w nim mało.
                       I słowa w nim gorzkie, bez blasku i zalet.
                       Bo tak proszę państwa fatalnie się stało,
                       Że życie przerosło kabaret.



Grałem to tak:
A E A E A E A D7 A E
a F E7 a ||.
Po raz pierwszy w sieci. Przynajmniej moja osoba :))) nie znalazła tekstu :D



Dodano:
*
Tadziu - |Tadeusz Ross. Były satyryk, obecnie zasłużony członek (ew. organ) Platformy Obywatelskiej.

EDIT - 05.06.2013
Piosenka już jest w sieci: http://ngie2.wrzuta.pl/audio/7MJSvHCnYxj/tadeusz_ross_-_zycie_przeroslo_kabaret
Poprawiłem refren :)


.

poniedziałek, 2 maja 2011

Newsweek i Obrońcy Krzyża

 Wczoraj wybuchło wielkie oburzanko z powodu okładki bieżącego wydania Newsweeka? Naprawdę niektórzy hipokryci z Tomaszem Terlikowskim na czele nie mają za grosz wstydu. To Wasze dzieło!

Nie ukrywam, że od chwili gdy Jarosław Kaczyński i PIS, odpowiadając na prowokację Komorowskiego mając za pretekst Krzyż ochoczo weszli w zwarcie, uznałem, że moi polityczni faworyci w cynizmie, mającym służyć Sprawie, posunęli się za daleko. Jarosław Kaczyński w amoralnej (czego sam ma świadomość) walce politycznej przekroczył Rubikon. Nie idealizuje polityki. W swej niedoskonałości akceptuję cynizm, ale tylko do pewnego stopnia. Stawiam politycznemu brudowi granicę. Po prostu nie wszystko wolno. Ma to swoje konsekwencje w postrzeganiu i ocenie polityka, w tym jego konkretnych posunięć. By nie być gołosłownym przytaczam garść cytatów o tym jak PIS pojmuje nauczanie błogosławionego Jan Pawła II o krzyżu.

Nie powiększone cytaty pochodzą z homilii wygłoszonej przez Papieża podczas beatyfikacji sióstr Bernardyny Marii Jabłońskiej i Marii Karłowskiej w Zakopanem, 6 czerwca 1997 r.

Wszystkie powiększone cytaty "obrońców" krzyża pochodzą ze strony www.pis.org.


Brońcie krzyża, mnie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym czy rodzinnym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Krzyż można usunąć spod Pałacu dopiero, gdy stanie tam pomnik.Jan Paweł II by Jarosław Kaczyński

Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym czy rodzinnym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Krzyż można przenieść dopiero wtedy, gdy w tym miejscu stanie pomnik upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej.
Jan Paweł II by Zbigniew Ziobro

Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym czy rodzinnym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie do czasu innego upamiętnienia w tym miejscu ofiar tragedii smoleńskiej.
Jan Paweł II by Jolanta Szczypińska

Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym czy rodzinnym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie gdyż od początku wiadomo było, że duża część i mieszkańców Warszawy, i po prostu Polaków domaga się tego, żeby w momencie, kiedy krzyż będzie usuwany z miejsca, które zajmuje obecnie przed Pałacem, znalazł się innego typu obiekt, pomnik, który będzie upamiętniał wydarzenia katastrofy smoleńskiej.
Jan Paweł II by Maks Kraczkowski

Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym czy rodzinnym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie aż do czasu wybudowania pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej.
Jan Paweł II by Mariusz Błaszczak

Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym czy rodzinnym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie do czasu powstania pomnika w tym miejscu, to co w tym jest złego? Rozwiązanie jest bardzo proste - budowa pomnika. Pomnik na terenie... tam, gdzie jest Pałac Prezydencki, tak? M.B.: W miejscu, w którym stoi krzyż.
Jan Paweł II by Mariusz Błaszczak

Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym czy rodzinnym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie aż do czasu wybudowania stałego pomnika ofiar kwietniowej katastrofy.
Jan Paweł II by Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości

Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym czy rodzinnym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie aż do czasu podjęcia konsultacji społecznych w sprawie wzniesienia pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz pozostałych ofiar smoleńskiej katastrofy i postawienia pomnika ofiar kwietniowej tragedii.
Jan Paweł II by Jarosław Kaczyński

Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym czy rodzinnym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie aż do czasu zapewnienia jakiejkolwiek gwarancji, że przy Pałacu Prezydenckim powstanie pomnik upamiętniający Prezydenta i inne ofiary katastrofy.
Jan Paweł II by Jarosław Kaczyński




.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Brzytwa Tuska

Tego się można było spodziewać. Prorok dotknięty przez Boga geniuszem, przeprowadzający Polaków przez Morze Czerwone, musiał znaleźć rozwiązanie dla śledztwa, które wobec przetrzymywania przez prokuraturę Putina dowodów rzeczowych i słabej nadziei, że przed prawomocnym zakończeniem postępowania w Rosji (ok. roku 2030) będziemy mogli je powąchać, całkowicie utknęło.

Źli ludzie, w tym nawet były minister sprawiedliwości Ćwiąkalski podpowiadali, że prokuratura potrzebuje dyplomatycznej interwencji wsparcia by śledztwo w sprawie katastrofy pchnąć do przodu. Rząd i owszem będzie popierał i wspierał, ale na wszelki wypadek Najwybitniejszy Umysł jaki kiedykolwiek nosiła polska ziemia znalazł wyjście z impasu godne króla Salomona. Oto Ryży Geniusz oświadczył, że kopia nagrań z czarnych skrzynek Tu-154M jest wystarczająca do prowadzenia śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Przenikliwość Wielkiego Biegłego i Prawnika  tchnęła nowe życie w zatęchłe zasady przeprowadzania dowodów z opinii fonoskopijnych i generalnie w całą procedurę karną, zaś śledztwo w sprawie katastrofy zmierza ku szczęśliwemu rozwiązaniu czyli umorzeniu.

Nieoficjalne brzmienie prawa, które redaktor Janina Paradowska zdążyła określić jako Brzytwa Tuska:

Jeżeli nie jesteśmy w stanie czegoś wyegzekwować, otrzymać, uprosić, bądź wyżebrać oznacza to tyle i tylko, ze nie jest nam to ani niezbędne, ani do czegokolwiek potrzebne.



Świat prawniczy oniemiał z podziwu, zaś producenci seriali CSI już postanowili powierzyć pisanie scenariuszy Igorowi Ostachowiczowi. Tradycyjnie wszystkie drzewa i wiosenne kwiaty złożyły Słońcu Peru pokłon, a Zefir delikatnie owiał Jego boskie oblicze.

W pierwszych komentarzach światowe agencje podkreślają uniwersalność Brzytwy Tuska która tnie nie tylko w naukach prawniczych ale  też innych dziedzinach od ekonomi i biologii molekularnej po mechanikę kwantową i gastronomię.

Wiem, że to wszystko jest mało śmieszne. Tusk w sprawie śledztwa jeszcze słowa prawdy nie powiedział. To się dzieje, to się naprawdę dzieje.


.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Czy Katyń to ludobójstwo, albo Kuźniar kontra Kuźniar

Sprawa skandalicznych wypowiedzi profesora Kuźniara jest pretekstem do odkurzenia zapuszczonego bloga. Po prostu nie chce mi się pisać. Śledząc życie w sieci widzę jak blogerom i komentatorom puszczają, właściwie puściły wszelkie hamulce; kompletny amok. Wobec postępującej deizacji Jarosława Kaczyńskiego i apostolizacji PIS mało jest miejsca na dyskusję. Tłumaczenie bicia w amoku na oślep cepem stanem wojny, wcale mnie nie przekonuje.

Wracając do doradcy prezydenta Bul-Komorowskiego, prof. Romana Kuźniara. Dzisiaj kolejny raz odniósł się do kwestii mordu w Katyniu, ponownie stwierdzając, że w świetle konwencji z 1948 roku (Konwencja ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa - red.) Katyń nie jest uznawany za zbrodnię ludobójstwa.  Pierwsza wypowiedź tutaj.

Pisząc o Katyniu mam oczywiście na myśli wszystkie sowieckie zbrodnie wynikające z realizacji decyzji Biura Politycznego WKP(b) z dnia 5 marca. Zatem również egzekucje w Charkowie Miednoje oraz innych, także nieznanych do tej pory miejscach kaźni. Już poprzednia wypowiedź profesora-doradcy spotkała się z krytyką zwłaszcza ze strony marszałka Marka Jurka, oraz europosłów Pawła Kowala, Marka Migalskiego i Wojciechowskiego. Powody tej zostały jasno i czytelnie wyłożone. Odsyła zwłaszcza do pierwszego głosu w tej sprawie - wpisu Marka Jurka (Dezynwoltury narodowej – c.d.)oraz do artykułu pana marszałka i posła Kowala Niebezpieczna gra Katyniem.

Marek Jurek stwierdza: Prof. Kuźniar nie jest już akademickim uczonym, który może beztrosko publicznie rozważać rozmaite tezy i hipotezy. Podjął się pracy, która oznacza istotny udział we władzy Prezydenta Rzeczypospolitej. Jego wypowiedzi mają charakter publiczny. Trudno sobie wyobrazić podobną dezynwolturę w wypowiedziach oficjalnych doradców prezydenta Rosji czy kanclerza Niemiec. Wypowiedź prof. Kuźniara stanowi potwierdzenie redukcjonistycznych tez w polityce rosyjskiej. To określa jego praktyczną odpowiedzialność. Z kolei w Rzepie czytamy: Każde państwo ma zbiór stanowisk prawnych, które podtrzymuje niezależnie od okoliczności, a nawet niezależnie od trudności w ich natychmiastowej realizacji. Tymczasem Polska stoi przed ryzykiem, że na ołtarzu poprawy relacji jak domek z kart rozsypie się nasza państwowa doktryna w kwestii Katynia, będąca jednym z fundamentów niepodległości.

Trudno o trafniejsze argumenty świadczące o konieczności natychmiastowej dymisji pana Kuźniara. Trudno cokolwiek do tego co zostało już powiedziane dodać, ale chciałbym do żądania dymisji dodać argumenty natury historycznej oraz polityczno-prawnej. Nie wszyscy zdją sobie sprawę z tego, że będący jeńcami wojennymi oficerowie Wojska Polskiego nie stanowili nawet połowy zamordowanych wskutek ludobójczej decyzji. Na marginesie - Związek Sowiecki nie był stroną Konwencji genewskiej z 27 lipca 1929 r. o traktowaniu jeńców wojennych.

Decyzja formalne zapadała wskutek wniosku Berii, w którym wymienia dość precyzyjnie grupy Polaków które należy zlikwidować:

W obozach dla jeńców wojennych przetrzymywanych jest ogółem (nie licząc żołnierzy i kadry podoficerskiej) – 14.736 byłych oficerów, urzędników, obszarników, policjantów, żandarmów, dozorców więziennych, osadników i agentów wywiadu – według narodowości ponad 97% Polaków.
Wśród nich jest:
Generałów, pułkowników i podpułkowników – 295
Majorów i kapitanów – 2.080
Poruczników, podporuczników i chorążych – 6.049
Oficerów i młodszych dowódców policji, straży granicznej i żandarmerii – 1.030
Szeregowych policjantów, żandarmów, dozorców więziennych i agentów wywiadu – 5.138
Urzędników, obszarników, księży i osadników [wojskowych] – 144

Kolejna grupa to więźniowie:
W więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi przetrzymywanych jest ogółem 18.632 aresztowanych (wśród nich 10.685 Polaków), w tej liczbie:
byłych oficerów – 1.207
byłych policjantów, agentów wywiadu i żandarmów – 5.141
Szpiegów i dywersantów – 347
Byłych obszarników, fabrykantów i urzędników – 465
Członków różnorakich k-r [kontrrewolucyjnych] i powstańczych organizacji i różnych k-r [kontrrewolucyjnych] elementów – 5345
Zbiegów – 6.127

Decyzja o rozstrzelaniu dotyczyła wszystkich osób przetrzymywanych w obozach dla jeńców wojennych, z których znaczą grupę stanowili funkcjonariusze nie będący członkami sił zbrojnych, lecz formacji porządkowych, oraz 11.000 z 18.632 aresztowanych.

Drugi argument jest innej natury. Uprawniony organ państwa polskiego już wypowiedział się co kwalifikacji prawnej katyńskiej zagłady. Na stronie IPN można przeczytać następujące oświadczenie:

Na podstawie art. 305 § 4 i 131 § 2 kodeksu postępowania karnego Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie zawiadamia, że w dniu 30 listopada 2004 r. wydane zostało postanowienie o wszczęciu śledztwa o sygnaturze S 38/04/Zk w sprawie dokonanych, w celu wyniszczenia części polskiej grupy narodowej, w okresie od 5 marca do bliższej nieustalonego dnia 1940 r. w Moskwie, Charkowie, Smoleńsku, Katyniu, Kalininie i innych miejscach na terytorium ZSRR, przez jego funkcjonariuszy państwowych idących na rękę władzy swego państwa, sprzymierzonego wówczas z III Rzeszą Niemiecką, masowych zabójstw przez rozstrzelanie, nie mniej niż 21 768 obywateli polskich – jeńców wojennych osadzonych w „specjalnych obozach” jenieckich NKWD w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz osób cywilnych, aresztowanych i osadzonych w więzieniach na terenie okupowanych przez ZSRR Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej, będących następstwem realizacji zbrodniczej uchwały Biura Politycznego Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) podjętej w Moskwie 5 marca 1940 r. i skutkiem pogwałcenia obowiązujących praw i zwyczajów wojennych, a w szczególności uregulowań IV Konwencji Haskiej z dnia 18 października 1907 r. dotyczącej praw i zwyczajów wojny lądowej oraz Konwencji Genewskiej z dnia 27 lipca 1929 r. dotyczącej traktowania jeńców wojennych, tj. o przest. z art. 118 § 1 k.k. z 1997 r. w zb. z art.123 § 1 pkt 3 i 4 k.k. z 1997 r. w zb. z art.1 pkt 1 Dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko – hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego w zw. z art. 11 § 2 k.k. z 1997 r. w zw. z art. 2 ust.1 i art. 3 Ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.

Gdy w 2009 r. przetoczyła się dyskusja o prawnej kwalifikacji zbrodni katyńskiej prokurator kilka gazet przedrukowało informację PAP zawierającą wypowiedzi prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie Małgorzaty Kuźniar-Ploty. W Gazecie Prawnej można przeczytać m.in.

W opinii prokuratora IPN, "fizyczna eliminacja tych osób miała zapobiec w przyszłości odrodzeniu, z wykorzystaniem ich potencjału intelektualnego, polskiej państwowości", co jej zdaniem, świadczy o tym, że decyzja o rozstrzelaniu polskich jeńców wojennych została podjęta "w zamiarze zniszczenia siły Narodu Polskiego, unicestwienia jego elit".


"Potwierdzeniem tej tezy jest staranna selekcja osób, które miano rozstrzelać spośród setek tysięcy innych Polaków znajdujących się w sowieckich więzieniach i obozach, dokonywana w oparciu o ich status społeczny, zawodowy i pełnione funkcje" - podaje Kuźniar-Plota. Zaznacza, że uprawnione jest zatem twierdzenie, że "zabójstwa, których następnie dopuścili się funkcjonariusze NKWD, motywowane były zamiarem wyniszczenia części polskiej grupy narodowej".
"Z tych też względów czyny te wyczerpywały znamiona zbrodni ludobójstwa, określonej w art. II Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa" - dodaje prokurator IPN.
W świetle treści postanowienia IPN o wszczęciu śledztwa ws. katyńskiego mordu, zbrodnia ta "jest również zbrodnią wojenną" zgodną z art. 123 Kodeksu karnego, który dotyczy "przestępstw przeciwko pokojowi, ludzkości oraz przestępstw wojennych".

Znany karnista prof. Witold Kulesza również nie ma wątpliwości co do prawidłowości prawnej oceny zbrodni. Katyń to było ludobójstwo (Rzeczpospolita 13.04.2011). Stanowisko Rosji jest niezmienne - Katyń to pospolite przestępstwo.

Profesor Kuźniar podważając kwalifikację czynu przyjętą przez Komisję, może to czynić prywatnie, na własny rachunek, ale w żadnym wypadku jako doradca prezydenta Rzeczpospolitej. Czy pan Kuźniar trafi do nieba czy do piekła nie wiem. Do pracy w Pałacu prezydenckim z pewnością nie powinien się więcej udawać.


.

środa, 22 grudnia 2010

Aplikacja, suplikacja i życzenia

Dziś już wiadomo. 17 stycznia 2011 r. będzie TEN DZIEŃ. W wigilię rocznicy wkroczenia do Krakowa Armii Czerwonej, Wisława Szymborska odbierze. Na Wawelu z rąk do rąk przejdzie order. Za APLIKACJĘ?

Wisława Szymborska
WSTĘPUĄCEMU DO PARTII

W przedpołudnie niedzielne
Słońce brzęczy u okien
Widzę; siedzisz przy stole,
Chylisz czoło szerokie
Kaligrafując życie swe
Dwudziestoletnie
(...)
Uroczysta pogoda
Twego dojrzewania
-Czy nie ma żadnych pytań?
-owszem, są pytania:

Co przynosisz ze sobą?
Tlen młodości-szczerość
Czy tylko czad frazesu?
Szczerość jak płomień
Czy nieczułość jak popiół?
Myśli napełnione
Nadzieją czy beztroską?

Pytania brzmią ostro,
Ale tak właśnie trzeba,
Bo wybrałeś życie
Komunisty. I przyszłość
Czeka Twoich zwycięstw.

Jeśli jak kamień w wodę
Będzie Twe czuwanie
Gdy oczy zamiast widzieć
będą tylko patrzeć
Gdy wrząca miłość w chłodne
Zmieni się smykanie
Jeśli stopa przywyknie
Do drogi najgładszej-
Nie-nie dokończę zdania,
Choć myśl jest wyraźna.
Sam tego spustoszenia
Wyobraźnią zaznaj.

Partia. Należeć do niej
Z nią działać, z nią marzyć
Z nią w planach nieulękłych
Z nią w trosce bezsennej-
Wierz mi to najpiękniejsze
Co się może zdarzyć
W czasie naszej młodości
-Gwiazdy dwuramiennej.


Niewiele brakuje by w kolejce do kasy supermarketu, udręczony świecką liturgią lud zaintonował suplikację - od zakupów, sprzątania i gotowania wybaw nas, Panie.

Beata Obertyńska
SUPLIKACJE
Od głodu,
od pochodów,
od deszczu,
od wszy,
od powietrza na wietrze wskos prutego twarzą,
od ognia - kiedy nocą odejść ci go każą,
od tajgi, co do kolan moczarem namaka,
od urwanej podeszwy,
od skradzionego chlebaka
- wybaw nas, Panie!
Od tundry, twarzą w niebo leżącej na wznak,
od zmory białych nocy,
od komarzych młak,
od nagłych a niespodzianych wymarszów ponocnych,
od świtów ołowianych
i zmroków popielnych
            -    Święty Boże,
            -    Święty Mocny,
            -    Święty a Nieśmiertelny
            -    wybaw nas, Panie!
My grzeszni,
my zmęczeni,
my obszarom wydani,
my zamarłej przestrzeni na żer żywcem rzuceni,
my wyjęci spod prawa,
z człowieczeństwa wyzuci,
my deptani jak trawa,
zaganiani i szczuci -
my nędzarze zawszeni,
my, co głód nas ogłupia,
my rzesza bezimienna
do dna krzywdą otruta,
my brudni,
my obdarci,
my aż śmieszni chwilami,
my pocieszni,
my grzeszni
Ciebie Boga błagamy,
coś jest Wierny i Żywy,
Jeden i Niepodzielny
            -    Święty Boże,
            -    Święty Mocny,
            -    Święty a Nieśmiertelny zmiłuj się nad nami!
Przez ostatnią,
Pośmiertną
Syna Twego ranę,
przez Jego Krew i Mękę
amen - amen - amen.


Nie da się ukryć, że Zbawiciel urodził się nie w podświetlonej halogenem stajence, romantycznej stajeneczce, ale po prostu w stajni. Choćby tylko nie daje nam przyzwolenia, na urządzenie ze wspomnienia tego wydarzenia, szopki. Szopki, w której Boże Dziecię jest li tylko dekoracją.


Na Święta życzę PT Czytelnikom choćby krótkiej refleksji nad znaczeniem zuchwałego incydentu Bożego Narodzenia.






.

wtorek, 14 grudnia 2010

Towarzysz Breżniew nie może spać.

Po stłumieniu robotniczego buntu na Wybrzeżu Biuro Polityczne KC PZPR powołało komisję dla zbadania niektórych kwestii szczegółowych z wiązanych z wydarzeniami grudniowymi 1970 r. - tzw. Komisję Kruczka. Komisja w listopadzie 1971 r. sporządziła sprawozdanie z działalności. Zawarto w nim informację o kontaktach Władysława Gomułki z I Sekretarzem KC KPZR Leonidem Breżniewem. W tym zakresie, Komisja najwyraźniej uznała za prawdziwe wyjaśnienia Józefa Cyrankiewicza. W powołanych w sprawozdaniu dokumentach tylko on odniósł się do sprawy kontaktu pomiędzy gensekami. Poniżej fragment oświadczenia Józefa Cyrankiewicza dla komisji Biura [bez daty]. Wnioski o faktycznym źródle umocowania władzy partii komunistycznej oraz jej Pierwszych Sekretarzy proszę wyciągać samemu.


A tymczasem równocześnie w ciągu wiadomego tygodnia od wtorku po­czynając, tow. Gomułka coraz bardziej uparcie forsował tezę o kontr­rewolucji, o „polskim Kronsztadzie", na co można reagować tylko siłą. Brutalnie na posiedzeniach kadłubowego Biura Politycznego krytykował milicję za „liberalizm", za „niedostateczne wykorzystywanie prawa użycia broni" itp. Za przykład stawiał francuską policję „ucinającą głowy i wy­rzucającą trupy do Sekwany" (w okresie algierskim) itp.
Połączone to było z długimi monologami i wymyślaniami na nas wszyst­kich i każdego z osobna, członków biura i sekretarzy, ministrów i na tych, co przebywali w Gdańsku.
Stawało się całkiem jasne, że tow. Gomułka nie jest zdolny do szukania jakiegokolwiek rozwiązania poza beznadziejnym wpychaniem kraju na krawędź wojny domowej i. że żadne rozwiązanie kryzysu razem z tow. Go­mułką, a także z oddanymi mu osobiście, jak tow. Spychalski, i propagu­jącymi te same teorie o kontrrewolucji członkami biura, jak tow. Kliszko, Jaszczuk, Strzelecki, Loga - nie jest możliwe.
Jedyną, katastroficzną wizję rozwoju sytuacji formułował w czwartek w jednym ze swoich monologów następująco: „A gdy to będzie się rozsze­rzać, to my będziemy strzelać, a gdy nie wystarczy, to zawołamy Armię Radziecką i utopi się wszystko we krwi. I gdzie podzieją się wszyscy ojczy­źniani? Co będzie z niepodległością?"
Należało uczynić wszystko, aby znaleźć rozwiązanie, które by odsunęło groźbę wojny domowej i w ogóle katastrofy.
Myśli o wezwaniu Armii Radzieckiej były oczywiście rachunkiem bez gos­podarza, bo jak skądinąd wiadomo, tow. Gomułka w ogóle nie rozmawiał z tow. radzieckimi, dopóki nie zadzwonił ze swej strony tow. Breżniew.
Pomijam już sprawę, jaką polityczną klęską dla całego obozu socjalisty­cznego byłaby próba wciągnięcia w nasz kryzys Armii Radzieckiej.
Ze swej strony mogę dodać, że zostałem w środę 16 grudnia poinformo­wany, że towarzysze radzieccy chcieliby znać ocenę sytuacji ze strony rzą­du - poufnie, ponieważ tow. Gomułka w ogóle do tego czasu nie odezwał się telefonicznie, a dzieją się rzeczy poważne.
Upoważniony przeze mnie towarzysz odbył taką rozmowę[1], oświetlając wydarzenia w ich ówczesnej fazie i ich przyczyny oraz proponując, na mo­je polecenie, skoro tow. Gomułka nie dzwoni, aby mimo wszystko tow. Breżniew zadzwonił do niego, bo taka rozmowa może być pożyteczna.
Na drugi dzień, tj. w czwartek po południu, tow. Breżniew dzwonił do tow. Gomułki.
Według relacji tow. Gomułki tow. Breżniew wyraził wielki niepokój, powiedział, że nie może spać z tego powodu, zauważył, że chyba reforma cen była zbyt szeroka i niepokoił się, czy się to nie rozleje na cały kraj.
Tow. Gomułka miał oświadczyć, że władzy nie oddamy, a na wyrażenie niepokoju oświadczył, że gdy będzie tego wymagała sytuacja, to się do Was zwrócimy, jest to wspólny obowiązek i że Polska była, jest i będzie częścią obozu socjalistycznego.
Tow. Gomułka był wyraźnie - i mówił to - niezadowolony z tego telefo­nu, a w szczególności z treści, z której wynikało, że towarzysze radzieccy nie podzielają tezy o kontrrewolucji jako przyczynie wydarzeń.

[1] Zapewne chodzi o Piotra Jaroszewicza. Patrz: P. Jaroszewicz, „Przerywam milczenie", Wyd. Fakt 1991 -przyp. wyd.

Oświadczenie Cyrankiewicza za "Tajne dokumenty Biura Politycznego Grudzień 1970" wyd. Aneks, Londyn 1991, str.  422-423.


Ponieważ nie będę poświęcał Szatni24 osobnego wpisu, pozwolę sobie odnotowac z niejakim rozbawieniem, że szatniarze uznali mój filmik Orędzie prezydenta Komorowskiego z 13 XII 2010 r.  opatrzony treścią:
Nie wszyscy mieli okazję obejrzeć i wysłuchać, bo transmitowała to tylko telewizja moskiewska. Żeby przekaz dotarł do jak najszerszego grona wrzucam film tutaj: Montaż: nielubiegazety2
.
za godzący w sojusze Szatni24. W konsekwencji, post Koteusza ukryto przed publicznością nie mającą w Szatni24 numerka. Do końca nie jest jasne w jakie sojusze ugodził Koteusz. Osobiście uważam, że sojusz Szatniarzy z rozumem został zerwany dawno i nieodwołalnie, zatem chodzi o inny sojusz.


.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Orędzie prezydenta Komorowskiego z 13 XII 2010 r.

Wieczorem, właściwie w nocy nie mogłem zasnąć. Czytanie zupełnie mi nie szło. Z nudów usiałem do kompa i nagrałem dzisiejsze orędzie Bronisława Komorowskiego.




.

środa, 24 listopada 2010

O co w tym wszystkim chodzi???

Wczorajsze zaproszenie przez Komorowskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego sowieckiego przydupasa zmobilizowała mnie do podzielenia się wątpliwościami związanymi z innym dość demonstracyjno-prowokacyjnym postępowaniem. Chodzi o całkiem jawną i bezczelną postawę Rosjan.
Założenia które skłaniają mnie do postawienia pytania - o co w tym wszystkim chodzi - są następujące.
Pułkownik premier Putin nie rzuca słów na wiatr. Jeżeli stwierdził, że będzie osobiści nadzorował śledztwo to moim zdaniem tak się dzieje i jego podwładni zwłaszcza służby specjalne taką kontrolę wręcz drobiazgową sprawują. Nawet gdyby Putin nie deklarował tego publicznie takie postępowanie należałoby przyjąć za pewnik. Nie ma tutaj decydującego znaczenia stopień odpowiedzialności Sowietów za katastrofę (wina nieumyślna w postaci lekkomyślności czy rażącego niedbalstwa albo umyślna) czyli czy katastrofa została sprokurowana czy też wykorzystano nadarzającą się okazję, mając w ręku dodatkowe atuty choćby w postaci uwikłania tuskiego rządu w działanie wymierzone przeciwko prezydentowi Kaczyńskiemu (rozbicie uroczystości rocznicowych).

Konfrontację w Zachodem Sowieci przegrali na polu gospodarczym (nie mogąc udźwignąć narzuconego tempa zbrojeń i powodu rosnącego zapóźnienia technologicznego którego nie udawało się zniwelować szpiegostwem przemysłowym). Ale od czasów potęgi imperium rosyjskiego są mistrzami w dziedzinie intryg, działań niejawnych, wykorzystywania agentury oraz (to sowieckie osiągnięcie) wojny propagandowej.
Konsekwencją nadzoru jest to, że wszystko co pochodzi od Rosjan jest przez nich wcześniej zbadane pod każdym względem i dodatkowo to oni jednostronnie decydują co i kiedy zostanie przekazane. Obstrukcja i utrudnianie polskiego śledztwa ma charakter jawny niczym niemaskowany i to nie tylko wobec Polaków ale wobec sojuszników z NATO i reszty świata.

Przykładem dla mnie jest szopka jaką Rosjanie urządzili z wrakiem. Pozostałości Tupolewa wystawiono na ponad pół roku na widok publiczny via satelity i w takiej części obiektu wojskowego, który można filmować zza ogrodzenia. Można je było składować w innej części albo wręcz ze względu na koniczność "zabezpieczenia" dowodów schować w zbudowanym czy istniejącym obiekcie zabezpieczonym tak, że nieproszona mucha tam nie wleci. Nikt poza wtajemniczonymi nie wiedziałby co tam się dzieje czy przeprowadzana jest rekonstrukcja, a na potrzeby polskiego przedstawiciela można urządzić szopkę. Ułożenie w obrysie złomu nie uzasadnia siedmiomiesięcznej publicznej prezentacji.  po wywołanej własnym postępowaniem, zakładam, że z premedytacją i PO oburzeniu części polskiej opinii publicznej przykryto w końcu szczątki jakąś plandeką zupełnie jak z łaski. Mata i się odwalta. Podobnie rzecz się ma z wszystkimi innymi dowodami przekazywanymi stronie polskiej. Nagrania po które trzeba jeździć kilka razy skrzynki z parametrami lotu czy zeznaniami rosyjskich kontrolerów. Wniosek o uznanie ich za nieważne jest tak kuriozalny a biorąc pod uwagę przedstawione założenia dokonany rozmyślnie i z pełną premedytacją. Pamiętajmy, że śledztwo ze strony rosyjskie prowadzi prokurator Czajka i zespół JEGO prokuratorów. To oni decydują co zostanie uwzględnione w protokole, czy ten protokół będzie włączony do akt, czy "poprawiony" przed ich włączeniem, czy po.

Informacje którymi żywią się wszyscy którzy próbują dojść do przyczyn katastrofy pochodzą prawie w całości od Rosjan. Wszystkie dowody przeszły przez ich łapy. Sam teren katastrofy, a przynajmniej jego część nie została zabezpieczona i była przez pewien czas dostępna dla wszystkich zwiedzających. Każdy chętny mógł sobie szukać do woli, pobierać próbki skolko ugodno. Nie zakładam by Rosjanie nie byli w stanie technicznie odizolować obszaru katastrofy. To prosta stosunkowo proste zadanie. Rodzimi twórcy większości teorii nie biorą tego pod uwagę. Dzieje się tak też z tej przyczyny, że sami Rosjanie dostarczają paliwa do tworzenia różnych wersji. Nie wyobrażam sobie by materiał przekazywany Polakom nie został wcześniej sprawdzony a biorąc pod uwagę czas w jakim to następuje można przyjąć, że kolejność też nie jest przypadkowa. Nie oznacza to możliwości popełnienia błędu i dlatego nie należy a priori dyskwalifikować wszystkiego co otrzymujemy od Rosjan ale z drugiej strony należy podchodzić do tych dowodów z ogromną ostrożnością. Oni wszystko mieli w łapach.

Wracam do pytania, dlaczego postępują tak a nie inaczej. Czemu służy teatralizacja i eksponowanie bezczelności? Możliwych odpowiedzi może być kilka czy więcej i nie silę się by przedstawić choćby kilka, ponieważ np. hipoteza: by odwrócić uwagę rodzi pytanie, od czego itd., itp.

A czemu służy bezczelność Komorowskiego? Czy jest to efekt tylko głupoty, braku wyczucia, czy prowokacja i świadome dążenie do zwarcia, jak w przypadku krzyża?

Można w tym miejscu rozważać kwestię rozłamu w PIS, który co prawda ma ograniczone skutki i zasięg oraz który IMO nie musi być koniecznie trucizną, ale i lekarstwem. Ta sprawa jak cała kwestia strategii (ciągle IMHO) nie jest tak oczywista a komentarze wytworzone przez wysypujących się tabunami różnego rodzaju nagle olśnionych i wszystkowidzących i wszystkorozumiejących Bondów i sleeperbusters wywołuje zniechęcenie. Np. mam ogromne wątpliwości czy strategia Twierdzy jest słuszna, biorąc pod uwagę widoczny pośpiech przeciwnika, brak widoków na odsiecz i brak realnych widoków na możliwość utrzymania władzy, gdyby wydarzył się kolejny cud. Możliwości przetrwania w Twierdzy maleją wprost proporcjonalnie do czasu przebywania w niej. Zamykający się oddają lekką ręką namnażającą się przecież nie tylko poza twierdzą ludność. Populacja zamknięta będzie się kurczyć w wyniku dezercji i procesów demograficznych. Niekorzystne proporcje będą się zwiększać. To temat na inną pisaninę, na którą zupełnie nie mam ochoty. Kończąc uważam, że oczywistych oczywistości w niejawnych operacjach jest mało, co nie znaczy, że nigdy nie występują. O co w tym wszystkim chodzi? Ja pie...lę, nie wiem!

Uwaga zastrzegam, że mogę się mylić.

PS. a propos Marszu Niepodległości i ewentualnego czuwania pod domem Jaruzelskiego.
Jak sprawdziłem organizatorzy marszu; MW i ONR wciąż odwołują się do Bolka Piaseckiego. Czegokolwiek by nie dokonał wcześniej swoim przymierzem z komunistami zawartym jeszcze w okresie, gdy Sowieci i KBW urządzały polowanie na uczestników antysowieckiego powstania, gdy działacze narodowi gnili i ginęli prlowskich więzieniach. Nie ma też co ukrywać, że Piasecki i PAX do końca sprzeciwiali się działaniom Prymasa Wyszyńskiego. Ich pod domem Jaruzelskiego nie będzie! Nie będzie też konserwatyzmu.pl, w tym prof. Adama Wielomskiego. Warto o tym pamiętać, jak i o tym, że ja złożyłbym kwiaty pod pomnikiem Dmowskiego. Im pewnie by prędzej ręka uschła niż w geście zakopania starych okopów zrewanżowali się pod pomnikiem Piłsudskiego.

niedziela, 14 listopada 2010

Socjalistyczny faszysta. Prosty post sentymentalny.

Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas,
I z pieśnią, że już blisko świt szli ulicami miast;
Zwalali pomniki i rwali bruk - Ten z nami! Ten przeciw nam!
Kto sam ten nasz najgorszy wróg!
A śpiewak także był sam.

Wiem, wiem już było i 30 kwietnia i nie przypadkiem wśród postów wymienionych na prawej kolumnie, pierwszy nosi tytuł !!Pamiętajmy o Kazimierzu Pużaku!! Czasami człowiek musi inaczej się udusi.
Czy starszy pan 11 listopada by stał, czy maszerował i gdzie? To, że trzymałby wysoko nad głową biało-czerwony sztandar nie ulega wątpliwości. A gdyby tak chciał być trendy i założył  t-shirt z wprasowanką - winietką "Robotnika" a po przeciwnej stronie koszuli z ostatnimi, publicznie wypowiedzianymi słowami - Jestem rzymskim katolikiem narodowości polskiej. Więcej nic nie mam panom do powiedzenia. Jeżeli ktoś nie wie przypomnę. Nie był to fragment konwersacji z kawiarni, tylko słowa skierowane w listpadzie 1948 do stalinowskiego "sądu".


Ten niepozorny człowiek zakwestionował prawomocność panów zasiadających za stołem "sędziowskim". W żaden sposób nie ustosunkowal się do zarzutu. Na ich natarczywe żądania nie odpowiedział nawet czy przyznaje się do winy. Był ponad.

Jakby go potrakowali Ich Ekscelencje: Giertych i Wielomski? Jako współtwórca z Józefem Piłsudskim PPS-Frakcji Rewolucyjnej był przecież złodziejem i bandytą. Tu w bólu połączyłby się z nimi Adam Michnik, stojąc na brzeciwległym - gumanistycznym - biegunie. Czemu? Jeżeli w ogóle Kazimierz Pużak pochylił się nad obywatelem Edmundem Taranowiczem - współpracownikiem legalnej policji, legalnego jak najbardziej rosyjskiego monarchy, to tylko po to by przekonać się czy wczesniej dobrze przymierzył z rewolweru, a nie po to, by zaproponować mu funkcję adiustatora w podziemnej drukarni "Robotnika". Złodziej, bandyta i do tego morderca. Że nie uznał prawomocnośći prlowskich funcjonariuszy? Wielomski wytłumaczyłby - wówczas prawdziwy Polak-katolik, celem ratowania substancji powinien ucinać sobie pogawędki z Luną Brystygierową lub przyjmować przed wyjazdem do Londynu, operacyjne wytyczne "w przedmiocie" dezintegracji środowiska Stronnictwa Narodowego, które też nie wykazywało należytego realizmu. I kto u licha pozwolił Pużakowi mienić się rzymskim-katolikiem? Odznaczony na dniach kawaler Michnik ze swej strony, chętnie by tłumaczył, że z panami "prokuratorami" i "sędziami" nie tak było tak jak sobie myśli.


A gdyby, nie daj Bóg, ów starszy człowiek zaplątał się wśród lewackiej chuliganerii kłując ślipia napisem  Jestem rzymskim katolikiem narodowości polskiej. Więcej nic nie mam panom do powiedzenia.
Nie ma miejsca na żarty. W końcu GWniarze, stawili się na zaproszenie pana Blumsztajna nie tylko gwizdać ale i spuścić łomot faszystom. Nie bójmy się przypomnieć, że podczas śledztwa przed procesem szesnastu, Sowieci przymierzali do postawienia "Bazylemu" zarzutu współpracy z hitlerowcami.

Ktoś powie taki lajf, reset, proste czasy, proste gesty. Nie proste, PROSTACKIE! Prosty był kręgosłup Kazimierza Pużaka. Dla człowieka stojącego nad grobem jak ja, byłoby śmiesznym i patologicznym zjawiskiem odwoływać cokolwiek ze swego życia (drugie i już ostanie zdanie wypowiedziane do panów z tak zwanego sądu). Chyba wiem dlaczego żadna z polskich szkól nie nosi imienia Kazimierza Pużaka. Gościu był po prostu za prosty. Za prosty dla familii Michnika i Giertycha.

Jedno słówko. Nie wiem czemu, ale młodzi bojówkarze w arafatkach kojarzą mi się z owsiakowym Patrolem Pokoju.

I jeszcze cztery, ku pamięci. Oto postawa godna Rzymianiana. Tak zachowanie Kazimierza Pużaka skomentowała Maria Dąbrowska. Podaję ku pamięci grupom rekonstrukcyjno-historycznym zaczytującym się dziełem Juliusza Cezara O wojnie Galijskiej  i Dziejami Tacyta, po łacinie rzecz jasna.

Patrzył na równy tłumów marsz,
Milczał wsłuchany w kroków huk,
A mury rosły, rosły, rosły
Łańcuch kołysał się u nóg...

Patrzy na równy tłumów marsz,
Milczy wsłuchany w kroków huk,
A mury rosną, rosną, rosną
Łańcuch kołysze się u nóg...
 

Jacek Kaczmarski "Mury"
1978

czwartek, 11 listopada 2010

Prawo do wolności zgromadzeń w bełkocie Króla i w wierszu Hemara

Całkiem niedawno pan profesor Marcin Król, według wielu biogramów historyk idei, był się wyraził: W parlamencie posłowie mają prawo mówić to, co chcą. Natomiast tu Jarosław Kaczyński z walką polityczną wyszedł na ulicę. Jest to absolutne przekroczenie reguł demokracji. Po to wymyślono parlament, żeby spory odbywały się w parlamencie, a nie na ulicy. Cóż. Jeżeli to ma cokolwiek wspólnego z ideą to prof. Król jest jej fałszerzem. W końcu jakieś idee trzeba znać, choćby konstytucję amerykańską (zwłaszcza  pierwszą poprawkę z 1791 r.)  i późniejsze wynalazki, wręcz duperele, których za nic nie chciały uznać, jako obowiązujące kraje obozu. Po cholerę się wysilać, skoro mogę wierszem i to nie swoim. Nie mam nic więcej do dodania. Może tylko to, że lepiej objaśniać świat idei  Hemarem, a profesorem Królem, jako źródłem wiedzy o ideach nie zawracać sobie głowy. Ciąg dalszy wykładów poety o prawach człowieka wkrótce.



DEMONSTRACJA

Kilka dni temu, rano,
O dziesiątej godzinie,
Szedł pochód demonstrantów
Przez Oxford Street w Londynie.
Licząc na oko, jakich Trzysta osób.
A z przodu Flegmatyczny policjant
Szedł na czele pochodu.
Demonstranci tak zgodnie
Szli tuż za policjantem,
Jakby policjant także
Wśród nich był demonstrantem —
Lecz on tylko uważał,
Jako publiczna władza,
Czy dobrze im się idzie,
Czy im nic nie zawadza.
Tam przepuścił autobus,
Tu zatrzymał samochód,
Tam przechodniów na bok
 Porozsuwał — a pochód
Wygodnie, środkiem jezdni
Sunął porywczym prądem.
Wznosząc okrzyki, w rodzaju:
„Hańba Anglii! Precz z rządem!
Śmierć waszym komandosom!"
I na kijach, nad głową,
Nieśli duże plakaty
A na plakatach słowo
„ENOSIS". Demonstrantami
Na londyńskiej ulicy
Byli bowiem Cyprioci.
Brytyjscy Cypryjczycy.
Krzyczeli, każdy chmurny
I groźny jak Meduza:
,,Nie chcemy być członkami
Brytyjskiego Sojuza!"
„Precz — krzyczeli — nim z Cypru
Zemsta ludu was wyprze!
Chcemy Cypru dla Grecji!
Chcemy Grecji na Cyprze!"
„Niech żyje — krzyczeli — wolność!"
I Oxford Street na chwilę
Zamieniła się w wąwóz
Antyczny — w Termopile,
Kędy szło trzystu mężnych
Leonidasów. A z przodu
Dobroduszny policjant
Szedł na czele pochodu,
Trochę zażenowany
I uśmiechał się płocho —
Aż pochód przeszedł — w stron
 Pobliskiej dzielnicy Soho,
Zostawiając za sobą
Zapach czosnku i szypru —
Nikłą smugę w powietrzu —
Narodową woń Cypru.

*

Ja stałem na chodniku,
Długo myśląc o scenie,
Która na mnie zrobiła
Bardzo duże wrażenie.
W sporze dwóch obcych wysepek
Nie moja rzecz dociekania,
Która wysepka ma rację —
Cypr, czy Wielka Brytania?
Czy rację ma Imperium
Brytyjskiej cytadeli.
Czy irredenta jego
Greckich obywateli,
Którzy wolą, bo nagle
Dostali takiej manii,
Należeć do małej Grecji,
Niż do Wielkiej Brytanii
I nie chcą słuchać żadnych
Perswazji i kaznodziejstw
 I niepomni brytyjskich
Auspicji i dobrodziejstw
I protekcji — niewdzięczni!
Do wdzięczności niezdolni! —
Krzyczą, że chcą być greccy.
Krzyczą, że chcą być wolni.
A Imperium powiada:
„Przepraszam was, kochani,
Wy mi tego nie róbcie,
Wy brytyjscy poddani,
Rodzone moje dzieci,
Czy na Cyprze, czy w Soho".
A oni krzyczą: „Nieprawda!
Precz, angielska macocho!
Grecja to nasza matka!"
I robią demonstrację
W Londynie. I nieważne,
Która strona ma rację.

*

W każdym ustroju na świecie,
Jakaś partia, czy strona,
Czy procent ludzi, czy grupka,
Czuje się pokrzywdzona
I nie ma na to rady.
Jeszcze się nie narodził
Rząd taki, czy taki ustrój,
Co by wszystkim dogodził.
Wartość ustroju tylko
Jedną cnotą się ceni:
Czy on pozwala krzyczeć
Tym, co się czują skrzywdzeni,
Czy on im daje prawo
Protestu, gniewu, skargi,
Czy im gęby zatyka
I zawiązuje wargi.
Racje takie, czy inne —
Przelotne, zmienne, względne.
Wolność krzyku — to jedno
Najważniejsze. Niezbędne
Źródło wszystkich wolności.
Odkryli je dawni Grecy.
Wiecie wy co? Wy sobie
Wyobraźcie, dla hecy —
Nu, na chwilę — na próbę —
Że w Moskwie, na Krasnym Placu,
Idzie pochód przed frontem
Kremlińskiego pałacu,
Że idzie demonstracja
Pod oknami Łubianek —
Trzysta osób — Polaków.
Lwowiaków i Lwowianek.
I krzyczą. Jakby w gardłach
Jakaś pękła im śluza:
„Nie chcemy być członkami
Sowieckiego Sojuza!
Hańba! — krzyczą — Precz z rządem
Skandują słowo po słowie:
„My chcemy Lwowa dla Polski!
My chcemy Polski we Lwowie!"
Może nie mają racji.
Lecz krzyczą tak. A z przodu
Dobroduszny policjant
Idzie na czele pochodu
I baczy — czy Paljakom
Wygodnie się demonstruje.
Już wy tak sobie państwo
Wyobrazili? Dziękuję.
1956




.