Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marian Hemar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marian Hemar. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 listopada 2010

Prawo do wolności zgromadzeń w bełkocie Króla i w wierszu Hemara

Całkiem niedawno pan profesor Marcin Król, według wielu biogramów historyk idei, był się wyraził: W parlamencie posłowie mają prawo mówić to, co chcą. Natomiast tu Jarosław Kaczyński z walką polityczną wyszedł na ulicę. Jest to absolutne przekroczenie reguł demokracji. Po to wymyślono parlament, żeby spory odbywały się w parlamencie, a nie na ulicy. Cóż. Jeżeli to ma cokolwiek wspólnego z ideą to prof. Król jest jej fałszerzem. W końcu jakieś idee trzeba znać, choćby konstytucję amerykańską (zwłaszcza  pierwszą poprawkę z 1791 r.)  i późniejsze wynalazki, wręcz duperele, których za nic nie chciały uznać, jako obowiązujące kraje obozu. Po cholerę się wysilać, skoro mogę wierszem i to nie swoim. Nie mam nic więcej do dodania. Może tylko to, że lepiej objaśniać świat idei  Hemarem, a profesorem Królem, jako źródłem wiedzy o ideach nie zawracać sobie głowy. Ciąg dalszy wykładów poety o prawach człowieka wkrótce.



DEMONSTRACJA

Kilka dni temu, rano,
O dziesiątej godzinie,
Szedł pochód demonstrantów
Przez Oxford Street w Londynie.
Licząc na oko, jakich Trzysta osób.
A z przodu Flegmatyczny policjant
Szedł na czele pochodu.
Demonstranci tak zgodnie
Szli tuż za policjantem,
Jakby policjant także
Wśród nich był demonstrantem —
Lecz on tylko uważał,
Jako publiczna władza,
Czy dobrze im się idzie,
Czy im nic nie zawadza.
Tam przepuścił autobus,
Tu zatrzymał samochód,
Tam przechodniów na bok
 Porozsuwał — a pochód
Wygodnie, środkiem jezdni
Sunął porywczym prądem.
Wznosząc okrzyki, w rodzaju:
„Hańba Anglii! Precz z rządem!
Śmierć waszym komandosom!"
I na kijach, nad głową,
Nieśli duże plakaty
A na plakatach słowo
„ENOSIS". Demonstrantami
Na londyńskiej ulicy
Byli bowiem Cyprioci.
Brytyjscy Cypryjczycy.
Krzyczeli, każdy chmurny
I groźny jak Meduza:
,,Nie chcemy być członkami
Brytyjskiego Sojuza!"
„Precz — krzyczeli — nim z Cypru
Zemsta ludu was wyprze!
Chcemy Cypru dla Grecji!
Chcemy Grecji na Cyprze!"
„Niech żyje — krzyczeli — wolność!"
I Oxford Street na chwilę
Zamieniła się w wąwóz
Antyczny — w Termopile,
Kędy szło trzystu mężnych
Leonidasów. A z przodu
Dobroduszny policjant
Szedł na czele pochodu,
Trochę zażenowany
I uśmiechał się płocho —
Aż pochód przeszedł — w stron
 Pobliskiej dzielnicy Soho,
Zostawiając za sobą
Zapach czosnku i szypru —
Nikłą smugę w powietrzu —
Narodową woń Cypru.

*

Ja stałem na chodniku,
Długo myśląc o scenie,
Która na mnie zrobiła
Bardzo duże wrażenie.
W sporze dwóch obcych wysepek
Nie moja rzecz dociekania,
Która wysepka ma rację —
Cypr, czy Wielka Brytania?
Czy rację ma Imperium
Brytyjskiej cytadeli.
Czy irredenta jego
Greckich obywateli,
Którzy wolą, bo nagle
Dostali takiej manii,
Należeć do małej Grecji,
Niż do Wielkiej Brytanii
I nie chcą słuchać żadnych
Perswazji i kaznodziejstw
 I niepomni brytyjskich
Auspicji i dobrodziejstw
I protekcji — niewdzięczni!
Do wdzięczności niezdolni! —
Krzyczą, że chcą być greccy.
Krzyczą, że chcą być wolni.
A Imperium powiada:
„Przepraszam was, kochani,
Wy mi tego nie róbcie,
Wy brytyjscy poddani,
Rodzone moje dzieci,
Czy na Cyprze, czy w Soho".
A oni krzyczą: „Nieprawda!
Precz, angielska macocho!
Grecja to nasza matka!"
I robią demonstrację
W Londynie. I nieważne,
Która strona ma rację.

*

W każdym ustroju na świecie,
Jakaś partia, czy strona,
Czy procent ludzi, czy grupka,
Czuje się pokrzywdzona
I nie ma na to rady.
Jeszcze się nie narodził
Rząd taki, czy taki ustrój,
Co by wszystkim dogodził.
Wartość ustroju tylko
Jedną cnotą się ceni:
Czy on pozwala krzyczeć
Tym, co się czują skrzywdzeni,
Czy on im daje prawo
Protestu, gniewu, skargi,
Czy im gęby zatyka
I zawiązuje wargi.
Racje takie, czy inne —
Przelotne, zmienne, względne.
Wolność krzyku — to jedno
Najważniejsze. Niezbędne
Źródło wszystkich wolności.
Odkryli je dawni Grecy.
Wiecie wy co? Wy sobie
Wyobraźcie, dla hecy —
Nu, na chwilę — na próbę —
Że w Moskwie, na Krasnym Placu,
Idzie pochód przed frontem
Kremlińskiego pałacu,
Że idzie demonstracja
Pod oknami Łubianek —
Trzysta osób — Polaków.
Lwowiaków i Lwowianek.
I krzyczą. Jakby w gardłach
Jakaś pękła im śluza:
„Nie chcemy być członkami
Sowieckiego Sojuza!
Hańba! — krzyczą — Precz z rządem
Skandują słowo po słowie:
„My chcemy Lwowa dla Polski!
My chcemy Polski we Lwowie!"
Może nie mają racji.
Lecz krzyczą tak. A z przodu
Dobroduszny policjant
Idzie na czele pochodu
I baczy — czy Paljakom
Wygodnie się demonstruje.
Już wy tak sobie państwo
Wyobrazili? Dziękuję.
1956




.

wtorek, 2 listopada 2010

Romantyczny ludobójca. Hemarem w czerską moralność.

Zemdliło mnie. Romantyczny propagandzista ludobójców. Ot, Dyzio Marzyciel. Dewiacyjna mania pochylania się nad rozterkami człowieka, który z myślą, słowem, uczynkiem i zaniedbaniem popierał system mordujący miliony istnień, nie przestaje szokować. Borejsza miał w młodości duszę buntownika szarpiącego się między anarchistami, socjalistami i komunistami, między Warszawą, Paryżem, Barceloną i Berlinem. (...) był "wielkim marzycielem" i w swoich marzeniach realistą "stał się ofiarą [sic!] rewolucji, której zawierzył i poświęcił niemal całe dorosłe życie...". Teresa Torańska mało nie rozpłynęła z zachwytu nad biografią Jerzego Borejszy pióra Eryka Krasuckiego "Międzynarodowy komunista. Jerzy Borejsza, biografia polityczna". Ważna książka, bardzo dobrze napisana, wzbogacająca naszą wiedzę o mało dotąd znanych zawirowaniach w polskiej partii komunistycznej i wyjaśniająca okoliczności, w jakich był w Polsce montowany najpierw nowy ustrój tzw. demokracji ludowej, a potem stalinizm. Jakże dramatycznie zaczyna się i kończy recenzja.


Dopóki sprawiedliwość nie zatryumfuje w namacalnym dla większości wymiarze, a na to się nie zanosi, rozterki masowych zbrodniarzy, ich trudne dzieciństwo, motywacje skłaniające sympatycznego wydawałoby się człowieka do uczestniczenia w zbrodniczym przedsięwzięciu są mało interesujące. One w większości zresztą nie są aż tak skomplikowane. Skala zbrodni romantycznej mieszanki socjalisty komunisty i anarchisty jest przerażająca. Dla moralnej odpowiedzialności równe znaczenie ma osłona zapewniana przez aparat przemocy czyli osłona naganem jak kulturalno oświatowi najemnicy, gładcy werbalni prestidigitatorzy, kłamcy zapewniający, że ja takoj drugoj strany nie znaju, gdie tak wolno dyszyt czełowiek. Kłamcy piszący, że nagan więzienie i tortury to wytwór chorej wyobraźni,  intelektualiści na usługach komunistycznego reżymu byli jego usprawiedliwieniem znacznie lepszym niż prowokacja gliwicka pretekstem do agresji Niemiec w 1939 r. Jak ocenić postępowanie Brzechwy, Słonimskiego namawiających do powrotu z emigracji swoich kolegów. Przecież wiedzieli, że po powrocie będą mieli do wyboru: lizać buty Stalina i jego warszawskich pomagierów albo celę we Wronkach jeżeli nie szubienicę. Ich wina nie jest ani na jotę mniejsza, niż zwykłych ubeckich agentów uwijających się wśród żołnierzy Armii Polskiej na Zachodzie. Co się działo z ich ofiarami, którzy uwierzyli w demokrację? W najlepszym wypadku zaparcie się własnego życiorysu głębokie ukrycie medali za Monte Cassino, Tobruk czy Narvik i powtarzanie dzieciom by nie wspominały, że tatuś walczył u Andersa.

Moralność naprawdę nie jest tak trudna do ogarnięcia, a dobro i zło zakręcone wokół siebie, by pominąwszy bardzo nieliczne przypadki jakby borderline, nie można było zbrodni nazywać po imieniu. Kim tak naprawdę był Borejsza, poza tym że był romantykiem i marzycielem z KPP. Napisać o nim, ze podpisał sowiecką volkslistę III kategorii to niesprawiedliwie odedrzeć go z "romantyzmu". Wstąpienie do Związku Pisarzy Sowieckiej Ukrainy w pierwszą rocznicę 17 września było zapisaniem przy fanfarach na Reichslistę (pełna lista renegatów tutaj). Borejsza był zdrajcą takiego samego pokroju ci jak nieliczni ludzie kultury, którzy podjęli współpracę z III Rzeszą Niemiecką. ONI - z listy - nie byli nawet o milimetr lepsi od Igo Syma. Istnieje duże prawdopodobieństwo. że gdyby ruch oporu na ziemiach okupowanych przez Sowietów jakoś okrzepł, przy typowaniu najniebezpieczniejszych zdrajców do likwidacji zajmowaliby czołowe miejsca. Przejście na stronę wroga przez szewca ma zupełnie inny wymiar niż pisarza. Do przemiany i   pracy na odcinku narodowym jako patRYJoci do szło po agresji Hitlera nas Sowiety, gdy siła rzeczy:
W Anglii nie należy żądać usunięcia rządu W. Churchilla. Churchill opowiada się za kontynuowaniem wojny przeciwko Niemcom jest dodatnim czynnikiem w wojnie ojczyźnianej Związku Sowieckiego.
W USA kampania przeciwko wciągnięciu Ameryki do wojny straciła aktualność Komuniści powinni teraz występować za udzieleniem poparcia Związkowi Sowieckiemu przeciwko pomocy dla Niemiec, a także za przystąpieniem USA do wojny przeciwko hitlerowskim Niemcom.
W państwach okupowanych i wasalnych, takich jak Czechosłowacja, wcześniej kwalifikowaliśmy Benesza jako agenta brytyjskiego imperializmu. Teraz ogień należy skierować przeciwko takim zdrajcom, jak Hacha, i ustanowić kontakt z elementami, które stoją za wojną z Niemcami.
We Francji należy zająć podobne stanowisko w stosunku do d'Gaullea. 
Tak po agresji kierunki międzynarodowej propagandy nakreslił towarzysz Georgij Dymitrow. W komunistach nie odezwał się jakis narodowy atawizm. Po prostu ich wewnętrzny kompas orienował się na Stalina. Kazał pokochac to pokochali, na zabój. On był wektorem i sprawcą wszelkiego ruchu także wtedy, gdy ładowali się na eszelony i do tanków by wysiąść w Polsce Lubelskiej. Czytałem zadziwiającą opowieść o Borejszy i przypomniałem sobie jak Jaruzelski opowiadał Torańskiej że stalinizm zaczął się w Polsce po 1948. Komuniści terroru sprzed okresu, nim zbrodniarze zaczęli czyścić własne szeregi nie uważają za stalinizm. Może i racja, może to był terror bolszewicki typu leninowskiego. Mam mało współczucia dla Lechowicza, Gomułki czy Korczyńskiego.

Powtarzam świat wartości nie jest skomplikowany. Albo jest się z tymi ktorzy strzelają w poltylicę z nagana albo nie. Od kilku dni chodził mi po glowie wiersz Mariana Hemara "Demonstracja". Ma to związek z zkolejnymi kłamstwani świata według czerskich i bardzo nieporadnymi próbami walki z kłamstwem fasadowych demonstrantów. Czytając recenzję Torańskiej pomyślałem, że z propagandowym bełkotem o romantycznych ludobójcach można polemizować wykorzystując i to nie cynicznie poezję Hemara, tę satyrycznią i nie tylko. Hemar doskonale wyczuwał klimat przemysłu kutluralnego na usługach zbrodniarzy gardził nim i bezlitośnie chłostał. Miałbym ułatwione zadanie, gdyby nie wandale internetowi właściciele Szatni24, którzy unicestwili moje poetyckie karki z kalendarza. Czasem wystarczyłby link odsyłający do wiersza DO POETY REŻYMU, z którego zacytuję fragment o odpowiedzialności poety. Wierszy BRUTALNY SZOK (o pozbawieniu Hemara polskiego obywatelstwa) oraz nieco profetycznego MADAME WASILEWSKA jeszcze nie prezentowałem. Utwór, w którym przekornie broni Stalina przed nawróconymi, po rewelacjach Chruszczowa, intelektualistami zostawię na inną okazję.

No i zapomniałbym. Pani Torańska skręca w kierunku spiskowej teroii dziejów. Teoretycznie bez żadnych materialnych dowodów pisze insynuuje :) Zapoczątkowana - być może przypadkową - katastrofą drogową. Samochód, którym Borejsza jechał, uległ wypadkowi i prezes trafił na dłuższy czas do szpitala. Jest coś szczególnie dramatycznego w historii Kaina zabijającego... Kaina czy Różańskiego likwidującego Borejszę?
DO POETY REŻYMU
(fragment)
Przechrzta co tydzień, na wyścigi,
Co z wszystkich sobie wziął religii
Jedną religię: Oportunizm -
Dziś się obrzezał na komunizm.

Dziś z reżymowej radiostacji
Woła poetów emigracji
I melodeklamuje o tem,
Jak dźwiękać sierpem, walić młotem.
Sierpem i młotem. Jaka szmata
Robi się czasem z literata.

Na koniec wiersza, ze słodyczą
Pożegnał ich słowami temi:
,,Poetów miejsce na tej ziemi.
Poetom błędy się nie liczą".
Tak rzekł niewinny głos amorka
I nagle wyszło szydło z worka.

Cała nadzieja wierszopisa,
Jego postawa religijna,
Ideologia i polisa -
Polisa asekuracyjna.

Poecie wolno szkód przyczynić,
Wolno się załgać i ześwinić,
Merdać ogonem i uciekać,
Pod stół wleźć i hau-hau, odszczekać,
Wolno ze słowa zrobić łajno -
 Jak tylko wierszem, to już fajno!
Wolno mu zdradzać - jak do rymu.
To nie weźmiemy za złe my mu,
To już nie błąd, to już zaleta,
Bo pan poeta! Pan poeta!
Bo pan artysta! Bo artyście
Wolno tym kurrrkiem być na dachu!

Nie mógł Słonimski, rzeczywiście,
Lepszego sobie dobrać fachu.

Nie wie Słonimski, że niestety
Poety fach nie taki byczy.
Nie ma wyjątków dla poety!
Potomność błędy mu policzy.
Talent oceni na rozprawie,
Jako obciążające względy.
Im talent większy, tym ci błędy
Surowiej liczy. Nie łaskawiej.

Jej nie uwiedzie błysk talentu,
Już ona wie, mój przyjacielu,
Kogo pochować na Wawelu
A komu nie dać sakramentu.
Potomność to cholera taka,
Że tylko się rozejrzy w kolo,
Wie - kogo pocałować w czoło
Za błąd wygnania i tułactwa,
A komu w zadek dać kopniaka
Za cnotę zdrady i łajdactwa.

           *

Do Leszka piszesz, były śmieszku.
Znasz kawał ten o Leszku?
                                    Leż ku.
1953


MADAME WASILEWSKA

Towarzyszka Wasilewska,
Laval-liera kujbyszewska.
Od Uralu aż po Soho
Pierwsza nasza lady Haw-Haw.

Od Tamizy do Uralu
Ona pierwsza nasza Hacha,
Polska Leni Riefenstahl u
Sowieckiego monomacha.

Od "Płomyczka" do rzemyczka,
Czort sam się rozczulić gotów,
Ona-ż teraz przewodniczka
W "Związku Polskich Patryjotów".

Teraz frontem "Tass" ku Wandzie,
Wanda frontem ku "Tassowi",
Nie ustanie w propagandzie.
Aż się polski rząd odnowi.

Marzy jej się w głębi duszy
Rząd jedności, that's the question,
Z socjalistów, agrariuszy,
Pułkowników, drobnomieszcz'n.

Z narodowców i kułaków
I bundowców też, a jakże,
W Rosji wybór dla Polaków:
Albo w rządzie, albo w łagrze.

Ślęczy Wanda w noc bezsenną
Ponad kartą atlantycką,
Jak tu zrobić suwerenną
Silną Polskę katolicką?

Patryjotyzm ją przenika,
Już ta Polska w snach urasta -
Pierwsza w świecie republika...
A w Sowietach siedemnasta...

Z nią na czele... w charakterze
Patronichy i Egerii...
Z Kornijczuchem w Belwederze...
Z Polakami na Syberii...

Towarzyszko, śliczna bajka!
Pomaleńku, pomaleńku.
Aż roztropna czrezwyczajka
Zaprowadzi was pod stienku.

Puszczą motor, i po balu.
Grób wykopią w szczerym polu.
Głucho będzie na Uralu.
Cicho będzie w Albert Hallu.

Co najwyżej p. Mołotow
Powie, że Madama Chairman ,
"Związku Polskich Patryjotów"
Okazała się pro-german.
1943

BRUTALNY SZOK

Od wczoraj już nie jestem
 Polskim obywatelem.
Dowiedziałem się o tem
W rozmowie z przyjacielem,

Przez telefon. Zadzwonił,
Ze snu mnie zbudził rano.
,,Wiesz, że ci obywatelstwo -
Powiedział - odebrano".

No, pomyślałem, ładnie
Dzionek mi się zaczyna.
Kto, spytałem, odebrał?
Skąd ta okropna nowina?

"To - powiedział przyjaciel -
Z radia jest informacja,
Że tak zdecydowała
Warszawska Administracja.

"Podało o tym radio
W Wrocławiu, czy w Krakowie.
W gazecie dzisiaj stoi.
Czytałem - powiedział - w Słowie'

                 *

Serce mi się ścisnęło
Dziwnem uczuciem takiem -
Przez chwilę tak mi było,
Jakbym już nie był Polakiem.

Coś mi do gardła podeszło
Taką żółcią bezsilną
I żalem, jakbym nagle
Umarł śmiercią cywilną.

Odtąd już oficjalnie
Nie mam ojczyzny na świecie...
A jednocześnie - nie wiem,
Czy państwo mnie rozumiecie -

To takie psychologicznie
Ciekawe spostrzeżenie -
Jednocześnie poczułem,
Że jakbym urósł w cenie.

Spojrzałem w lustro - wyraz
Bolesny miałem i błogi.
Czułem jakiś bajronizm
Mojej martyrologii

I nawet pewną dumę,
Że jednak, bez wątpienia,
Administracja warszawska
Działalność moją docenia...

Wierszyki moje błahe,
Przyznaję to bez goryczy,
Ale widocznie Bezpieka
Jednak z nimi się liczy.

Piosenki, żarty, fraszki -
A zaszły im za skórę,
Gdy wygnańca de facto
Uśmiercają de iure...

                *

Zmiana nagła i ważka.
Jakże się ją dostrzega?
Co właściwie oznacza?
Na czym właściwie polega?

Zatrułem się tą myślą,
Jak jadowitym zielem:
Jak można być - i przestać
Być - polskim obywatelem?

Dlatego, że ktoś zakazał -
Że jednym pióra gestem
Orzekł, że byłem wczoraj
A od dziś już nie jestem?...

Mój paszport dawno nieważny,
A w paszporcie pieczątka,
To od dwóch lat, już tylko
Sentymentalna pamiątka.

Lecz jedna rzecz mi przeszkadza,
Zawadza i żyć nie daje:
Miłość do kraju, który
Jest moim własnym krajem.

Miłość do miasta, które
Jest moim jedynym miastem.
Choć odgrodzone ode mnie
Ogrodzeniem kolczastem,

Strażą, granicą, murem,
Co pod niebo wyrasta -
Wciąż jestem wiernym mieszkańcem
Wiecznie wiernego miasta.

Londyn płynie koło mnie
Tłumem, szumem, szelestem -
A ja tam, w tamtym mieście,
W dzień jestem i w nocy jestem.

Tam ulicami chodzę,
Tam przyjaciół pozdrawiam,
Żywych do piersi tulę,
Z umarłymi rozmawiam.

*

I wiem, że tam, pod ziemią,
Te moje przygodne rymy -
Mniejsza z tym, ile warte.
Za sto lat zobaczymy -

Mnie paszport niepotrzebny.
Generałowi nie służę.
Ja jestem obywatelem
W polskiej literaturze.

Nieważne, jakiej rangi,
Gildii, czy dostojności -
Tam jest moje starostwo
I karta identyczności.

Tam jest moja ulica,
Uliczka moja, zaułek,
I w księgach hipotecznych
Mój dom, mój kąt, mój przytułek.

I stamtąd - żadna siła,
Żaden pomiot bieruci,
Żaden czart mnie nie wygna,
Żaden bies nie wyrzuci.

I tam ja, każdym rymem -
Nie szkodzi, gdy częstochowskim -
Odbieram obywatelstwo
Fagasom stalinowskim.

Każdym wierszem i zwrotką
I żartem i puentą
Odbieram obywatelstwo
Azjatyckim agentom.

Piosnką, którą w szpitalu
W Edynburgu śpiewają,
Odbieram obywatelstwo
Bolszewickim lokajom -

Pismakom, wańkom-wstańkom,
Zaprzańcom, pomagierom,
Kurduplom, pucybutom,
Łapolizom, przecherom

Odbieram obywatelstwo
Na wieki hańby i sromu.
A teraz, tylko dożyć
I zobaczyć - kto komu? -

Ten wiersz niech będzie świadkiem.
Zobaczymy - przy świadku -
Kto komu obywatelstwo
Odbierze. Na ostatku.
1950


.

 

środa, 5 maja 2010

Spasiba, bolszoje spasiba, czyli dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy

(Poetycki dwugłos na cztery wiersze)

Спасибо
*

Gdy narod warszawski sie porwal do boju,
Gdy z bronia powstali cywile -
Gdzie ty byles wtedy, sowiecki gieroju?
Za Wisla, opodal, o mile.

O, czesc wam, radzieccy kamraci!
O, czesc, towarzysze przytomni!
Za pomoc w Powstaniu niech Bog wam zaplaci
A Polska wam jej nie zapomni.

Gdy ponad Warszawa swiecily sie luny
Powstanczej, szalenczej batalii,
Za Wisla czekali soldaci komuny,
Az ogien sie do cna wypali.

O, cześć, sojuszniku łaskawy!
O, cześć wam, radzieccy kamraci!
Za pomoc dla ludu walczącej Warszawy,
Niech Bóg wam stokrotnie zapłaci!

Gdy trupem padały kobiety i dzieci
U miejskich barykad i szańców,
Za Wisła spokojnie czekali sowieci,
Aż Hitler dobije powstańców.

O, czesc wam, o czesc, w samej rzeczy!
O, czesc wam, o czesc, demokraci!
Za pomoc w Powstaniu, za pospiech w odsieczy,
Niech Bog wam stokrotnie zaplaci!

Ten sam Rokossowski, nasz  wódz-falsyfikat,
Widokiem się nie mógł nacieszyć
I mruczał: Dopóki strzelają z barykad -
Nu, nima do czego się spieszyć.

O, cześć ci marszałku zwycięski!
Za odsiecz ginących twych braci,
Za pomoc Warszawie w tej dobie jej klęski,
Niech Bog ci stokrotnie zaplaci!

A Bierut w Lublinie, a Bierut sobaka,
Rozkazy już zaczął powielać:
Każdego Paljaka, kto tylko był w AK
Od razu na miejscu rozstrzelać!

O, cześć wam, moskiewskie bieruty!
O, cześć wam, ludowi kamraci!
Niech Bóg wam stuleciem straszliwej pokuty
Za zdradę Warszawy zapłaci!

A dzisiaj, ta ciżba moskiewskich zaprzańców,
A dzisiaj, te same psubraty
Z butami się pchają na groby powstańców
I wieńce im niosą i kwiaty -

Dziś oni te groby chcą wziąć w swa arendę
I ukraść im honor tej chwili
I zwołać umarłych pod swoja komendę,
Gdy żywych już sami dobili.

Ach, precz stad radzieccy kamraci!
Ach, precz stad, zdradzieccy psubraci!

Czekaliście wtedy, i dziś poczekajcie.
Nie bójcie sie. Bóg wam zapłaci.
1954


Большое спасибо **

Za dywizję wołyńską, nie kwiaty i wianki -
Szubienica w Lublinie. Ojczyste Majdanki.

Za sygnał na północy, bój pod Nowogródkiem -
Długi urlop w więzieniu. Długi i ze skutkiem.

Za bój o naszą Rossę, Ostrą Bramę, Wilno -
Sucha gałąź lub zsyłka na rozpacz bezsilną.

Za dnie i noce śmierci, za lata udręki -
Taniec w kółko: raz w oczy a drugi raz w szczęki.

Za wsie spalone, bitwy, gdzie chłopska szła czeladź -
List gończy, tropicielski: dopaść i rozstrzelać!

Za mosty wysadzone z ręki robotniczej -
Węszyć gdzie kto się ukrył, psy spuścić ze smyczy.

Za wyroki na katów, za celny strzał Krysta -
Jeden wyrok: do tiurmy. Dla wszystkich. Do czysta!.

Za Warszawę, Warszawę, powstańcze zachcianki -
Specjalny odział śledczy: "przyłożyć do ścianki".

Zwinąć chorągiew z masztu. Krepą jest zasnuta -
Za dywizję Rataja, Okrzei, Traugutta.

Pociąć sztandar w kawałki. Rozdać wśród żołnierzy
Na drogę niech wezmą. Na sercu niech leży.
8 II 1945


  * Marian Hemar ROCZNICA, NOWA PIEŚŃ NA ZNANA NUTĘ
** Kazimierz Wierzyński - NA ROZWIĄZANIE ARMII KRAJOWEJ



sobota, 17 kwietnia 2010

Marian Hemar "Rozważania o pacyfizmie"

ROZWAŻANIA O PACYFIZMIE

Bolszewicy — pacyfiści.
Wrzaskiem pełnym nienawiści
Drą się, krzyczą raz po raz:
POKÓJ! oraz WALKA KLAS!
WALKA KLAS! i jednym tchem
POKÓJ! POKÓJ! — wsiem wsiem wsiem.
To się wzajem nie wyklucza,
Tak komunizm nas poucza.

Bo sowiecki cel ustroju
W tym jest właśnie, by w pokoju
Można wśród światowych mas
Krzewić krwawą WALKĘ KLAS.

My im, znaczy, spokój dajmy,
W niczym im nie przeszkadzajmy,
Żeby oni WALKĄ KLAS
Mogli rżnąć spokojnie — nas.

U nich w zgodzie hasła oba,
Komu to się nie podoba,
Ten się zara przeistacza
W wojennego podżegacza.

My faszyści, my burżuje,
My nie wiemy, co pacyfizm,
Tak jak go interpretuje
Dialektyczny apokryfizm.

               *

Do nauki pacyfizmu
Nam nie trzeba komunizmu.
Bo my wiemy o tym wszystko
Od dwudziestu wieków blisko.

Nam, dwadzieścia wieków temu,
Całą treść i sens problemu
Raz na zawsze, wciąż od nowa,
Objawiły cztery słowa.

My już definicją tą
Nauczeni od przedszkoli.
Owe cztery słowa brzmią:
Pokój ludziom dobrej woli.

Pomyśl tylko — w konsekwencji
Co wynika z tej sentencji?

Ona nas utwierdza trwale
W naszej pokojowej roli.
Mówi: POKÓJ! POKÓJ! — ale
Tylko — ludziom dobrej woli.

Ani więcej, ani mniej,
Prawda prosta, myśl dostojna,
Mówi: Ludziom woli złej —
WOJNA! WOJNA! WIECZNA WOJNA!

               *

Z tego sobie wyprorokuj
Pacyfizmu zwięzły skrót:
Jeśli tobie miły POKÓJ,
Dobrą wolę pokaż wprzód.

Odkryj na zielonym stole
Talie swych fałszywych kart.
Pokaż naprzód dobrą wolę,
Gdy ci pokój tyle wart.

Ludziom daj kajdany zzuć,
Niewolnikom wolność zwróć,
Zwróć im wolność dusz i serc,
Rozwal mur więziennych twierdz,
Daj im żyć, jak sami chcą
A nie pod komendą twą,
Daj im zdjąć żałoby kir,
Pokaż, żeś nie zbój i zbir,
Że ci wstrętny grozy dreszcz
I bat nędzy i niedoli!
Potem pełnym gardłem wrzeszcz:
PACE! PEACE! PAIX! FRIEDE! MIR!
POKÓJ —
            Ludziom dobrej woli.

                *

Na nic paktów hieroglifizm,
Na nic kadr i bomb restrykcja.
Świat to wie, że wasz pacyfizm
Jedna wielka PACYFIKCJA.

Z prahistorii tego świata
Coś przypomnę ci, gieroju:
Kain, po zabiciu brata,
Nigdy nie miał już pokoju.

Potem innej nie znał troski
W swym pacyfistycznym znoju,
Tylko troskę, by gniew Boski
Pozostawił go w spokoju.

Śmiechem szatańskiego roju
Wyła nad nim gawiedź diabla:
Trzeba było chcieć pokoju
Przed zabiciem brata Abla!

Teraz pokój? Po zabiciu?

             *

Pokój z wami? Nigdy w życiu.
1956